Kiedy Czkawka leciał wraz z Astrid do Berk, zauważył, że na klifie zebrała się niemal cała wioska. Widząc go, wszyscy wykrzyknęli radośnie, podnosząc ręce do góry. Wielu z Wikingów miało w dłoniach broń, toteż różne topory i miecze skierowane były w stronę nieba, które zaczęło płakać. Czkawka zastanawiał się, czy opłakiwało poległego Theoda.
Coś w jego duszy szeptało cicho, niespokojnie. Wódz nie czuł się ani bezpiecznie, ani radośnie. Przeczuwał, że to jeszcze nie koniec. Miał ochotę wrócić i sprawdzić, czy ciało Theoda wypłynie, ale spojrzał na łapy Szczerbatka, które opiekuńczo obejmowały Iskrę i zrezygnował z tego pomysłu. Kiedy Theod wróci, on będzie gotowy.
Deszcz rozpadał się bardziej, gdy dolecieli do wyspy. Każdy chciał teraz uściskać Czkawkę, ale on przeprosił ich i leciał dalej ze Szczerbatkiem do Akademii. Głosy cichły, Czkawka domyślił się, że Wikingowie dojrzeli w mroku drugą Nocną Furię, trzymaną przez smoka.
Astrid wciąż leciała za jeźdźcem. Gdy znaleźli się w Smoczej Akademii, Szczerbatek delikatnie położył smoczycę na placu, a reszta smoków schowała się w obawie przez niebezpieczną i nową istotą. Astrid zaprowadziła Wandersmoka do kryjówki i po chwili wróciła do Czkawki, który klęczał obok łba smoczycy. Szczerbatek wołał do niej smoczym głosem, ruszając ją co chwilę pyskiem.
Oczy Czkawki zrobiły się nagle wielkie. Chyba wziął pod uwagę możliwość, że smoczyca może się nie dobudzić. Ale niby dlaczego?
- Czkawka - zaczęła Astrid, zbliżając się do ukochanego, ale nagle błękitne oczy Iskry otworzyły się i smoczyca odskoczyła w tył, lądując na murze. Czkawka dobiegł szybko do Astrid w ostatniej chwili, by wcisnąć ją w szczelinę drzwi do kryjówki, po czym zatrzasnął je. Astrid zaczęła walić pięściami w odrzwia, ale prawdziwe piekło działo się na zewnątrz.
Kiedy smoczyca ogarnęła, że została zamknięta w Akademii, oblatując dokoła i szukając wyjść, zaczęła atakować Szczerbatka i Czkawkę. Oboje byli chwilowo zamroczeni całą sytuację, więc tylko bronili się, jednocześnie pilnując, by Iskra nie zrobiła sama sobie krzywdy.
Do Akademii przez szparę wielkości tej, przez którą Czkawka wepchnął Astrid do kryjówki wślizgnęła się Valka. Iskra zerknęła na nią, po czym strzeliła ostatnią plazmą - to było jej szóste splunięcie. Czkawka krzyknął, ale Valka była na tyle gibka i zwinna, że odskoczyła jak błyskawica, a plazma wypaliła dość sporą dziurę w murze.
- Coś ty zrobił, Czkawka - wykrzyknęła, wyciągając w przód swoją laskę w kierunku smoka. - Rozwścieczyłeś ją - warknęła, kłaniając się Iskrze.
Smoczyca przekręciła głowę na bok zafascynowana całkiem jak Szczerbatek. Valka wykonała w jej stronę kilka lekkich kroków, jakby ignorowała smoczycę, po czym uklęknęła na jedno kolano. Czkawka przyglądał się temu z rosnącym zaciekawieniem i strachem. Iskra zeszła z metalowej siatki otaczającej ze wszystkich stron Akademię i ruszyła w stronę matki chłopaka. Czkawka wzdrygnął się na ten widok, Iskra mogłaby ją rozszarpać jednym kłapnięciem wielkiej szczęki.
Valka klęczała dalej, wpatrując się smoczycy uporczywie oczy, po czym wyciągnęła w przód dłoń. Iskra obwąchała ją, po czym usiadła na przeciwko i po prostu obserwowała Valkę. Mama Czkawki usiadła także i obie siedziały tak, patrząc na siebie. Wódz chciał pomówić z Astrid, ale bał się, że uśpiona czujność Nocnej Furii zostanie zachwiana, gdy się ruszy choćby o krok.
Szczerbatek nie miał z tym problemu. Podleciał do Czkawki i wtulił się w niego. Jeździec spojrzał na Iskrę, po czym odwzajemnił uścisk. Zauważył, że smoczyca patrzy na nich dziwnie, jakby nie mogła zrozumieć, co robią.
- Co jest. Mordko? - szepnął, a Szczerbek polizał go. - Ej, nie pozwalaj sobie - zaśmiał się, cały czas kątem oka obserwując Iskrę.
W końcu Nocna Furia zignorowała całkiem Valkę i ruszyła w stronę jeźdźca i smoka. Czkawka spojrzał błagalnie na matkę. Choć miał styczność z różnymi smokami, to wiedział, że na Nocną Furię nie ma "instrukcji". Sam nie wiedział, jakim cudem zdobył serce Szczerbatka, ale nie miał pewności, czy tym razem też mu się powiedzie.
Iskra obwąchała Czkawkę tak, jak wcześniej Valkę, a Szczerbatek prychnął po smoczemu. Smoczyca warknęła na niego.
- Już, spokojnie - szepnął Czkawka, patrząc jej w oczy. - Nie zrobimy ci krzywdy.
Iskra zwróciła wzrok na Szczerbka, po czym, ku zdziwieniu Valki i Czkawki, przytuliła się do smoka z czułością. Szczerbatek obserwował ją czujnie.
- Ona mu dziękuje - wymruczała Valka, tak, że Czkawka ledwie zrozumiał. Rzeczywiście, to samo mu przyszło do głowy.
Smoczyca wyminęła ich zgrabnie i poszła pod ścianę muru, gdzie zwinęła się i położyła w cieniu, patrząc na Wikingów. Stali tak bez ruchu jakiś czas, po czym Valka podeszła do Czkawki i szepnęła mu do ucha:
- Przynieś jej coś do zjedzenia i przekaż Astrid, żeby wyszła tylnym wyjściem z kryjówki. Nie powinna być tam zamknięta. - Czkawka prychnął.
- Myślisz, że zostawi mnie sam na sam z dziką Nocną Furią?
Valka uśmiechnęła się.
- W takim razie przyprowadź ją tu.
Czkawka otworzył szeroko oczy.
- O nie, nie zgadzam się. Nie chcę, żeby znów coś jej się stało...
- Czkawka...
- Przez Iskrę niemal prawie zmarła.
- Tak, ale jeśli podświadomość Iskry działa na odległość to Astrid nie jest bezpieczna ani w Berk, ani tutaj obok smoczycy. - Czkawka wiedział, że mama ma rację, choć najchętniej nie dopuszczałby do Furii ukochanej, by nie kusić losu. Westchnął w końcu.
- Ale nie dziś. Mam już dość, wolę odpocząć niż pilnować Iskry - mruknął, po czym poszedł do kryjówki po porcje ryb dla Szczerbatka i Iskry. Być może nie zjedzą się przez minutę.
Gdy tylko zamknął odrzwia został uderzony w twarz. Nie musiał pytać, żeby wiedzieć, kto to.
- Auu! Za co to? - krzyknął, a Astrid zapaliła małą świecę stojącą obok niej na stoliku.
- Ciesz się, powinieneś wyłapać jeszcze drugi raz - warknęła. Czkawka nie zrozumiał.
- Co?!
Astrid odstawiła świecę na stolik i podeszła do Czkawki. Chłopak chwycił ją za nadgarstki, żeby mieć lepszą kontrolę nad dziewczyną.
- Raz za twoją głupotę i samotny lot na Frigg - krzyknęła, próbując się wyszarpać, ale Czkawka tylko zacisnął dłonie mocniej. - A dwa za zamknięcie mnie tutaj. Jak mogłeś?
Czkawka przycisnął swoje usta do jej ust, zmuszając ją do zamilknięcia. Astrid początkowo znów zaczęła się szarpać, ale potem odpłynęła. Wódz zaśmiał się w duchu.
- Po pierwsze poleciałem tam, bo nie mogłem popuścić temu łotrowi za to, co ci zrobił - przybliżył się do jej ucha, po czym wyszeptał. - A po drugie nie chciałem, żebyś oberwała plazmą - zaśmiał się.
Astrid przytuliła się do niego mocno.
- Nie rób tego więcej - poprosiła, ale Czkawka odpowiedział z uśmiechem:
- Jak pragniesz nudnego, wiejskiego życia, to musisz znaleźć innego Wikinga, bo ten ma jeszcze kilka szalonych pomysłów w głowie.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Jak chcesz to mogę odejść. - powiedziała obojętnym tonem.
- Nie tęskniłabyś? - zamruczał jeździec. Astrid spojrzała mu w oczy. Uwielbiał, kiedy to robiła.
- Jeszcze się zastanowię - obiecała, obracając się do niego tyłem obrażona.
Czkawka powstrzymał się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Pocałował ją w policzek od tyłu i dodał na odchodnym:
- Zaczekam na odpowiedź.
Wziął kosz ryb stojący przy drzwiach i wyszedł z kryjówki, celowo zostawiając drzwi uchylone, żeby Astrid mogła patrzeć.
Valka uśmiechnęła się do syna, mówiąc:
- Coś długo ci zajęło przyniesienie im tych ryb - Czkawka rzucił dwie Szczerbatkowi a resztą położył przed sobą na ziemi. Próbował ukryć przed mamą to, że się rumieni.
Iskra zerknęła na ryby chytrze, po czym zaczęła się skradać w stronę Czkawki. Chłopak usiadł przy rybach i wyciągnął jedną wprost w stronę smoczycy. Druga ryba leżała w koszu koło jego kolan. Iskra była tuż przy Wikingu i już miała chwycić zębami rybę trzymaną w jego dłoni, gdy zauważyła tę drugą i nim Czkawka się obejrzał, Iskra zajadała się rybą z kosza, podczas gdy on siedział jak idiota z rybą w dłoni. Valka roześmiała się.
- Czkawka, po pierwsze, nie dawaj smokowi wyboru. Zawsze wiadomo, co wybierze. Musi wiedzieć, że nie ma innego wyjścia, musi ci zaufać. - po czym wzięła rybę od Czkawki i rzuciła ją Iskrze, która złapała ją w locie.
- Mądra dziewczynka. - powiedziała pod nosem. Smoczyca przysunęła się do niej, a gdy Valka wyciągnęła dłoń, Iskra znów wróciła na swoje miejsce pod ścianą. Tym razem to Czkawce było do śmiechu.
- Dobra, załóżmy się. Ja wytresuję ją szybciej niż ty - mrugnął do mamy. Valka wyciągnęła dłoń bez słowa i obydwoje potrząsnęli dłońmi. Szczerbatek oblizał je, a rodzina roześmiała się.
- Czyli stoi - zaśmiał się Czkawka.
Nie zabijajcie że taki krótki :P mam nadzieję że będziecie wyrozumiali, bo planuję następny zrobić dwa razy dłuższy ;)
poniedziałek, 9 lutego 2015
sobota, 7 lutego 2015
Zemsta
Słońce wisiało wysoko, gdy bliźniacy wrócili na Berk. Wyglądali na przerażonych, w dodatku jak najszybciej chcieli rozmawiać z Czkawką. Nie było to trudne, bo wódz stał na placu wraz z Tanyą i Astrid. Mieczyk biegnąc, niemal się wywrócił, więc stojący tam spojrzeli na bliźniaków z przerażeniem.
- Czkawka! - krzyczeli zasapani, mimo że przecież prawie cały czas lecieli na smokach. To strach ich tak paraliżował. - Czkawka...
- Spokojnie, co się stało? - dociekał wódz.
- Czkawka, na Frigg jest Theod!! - wykrzyknęła Szpadka, gdy Mieczyk podpierał się o nią, łapiąc oddech. Tanya widząc Mieczyka w takim stanie i usłyszawszy o powrocie brata prawie zemdlała, w ostatniej chwili złapała ją Astrid.
Kiedy dziewczyna pomogła Tanyi stanąć prosto, zauważyła, że Czkawki już przy nich nie ma. Właśnie biegł w kierunku Smoczej Akademii, gdzie zostawił Szczerbka z innymi smokami. Astrid dobrze wiedziała, co to znaczy.
- Czkawka, nie!! - wrzasnęła i ruszyła pędem za ukochanym, zostawiając Tanyę na środku placu.
Obydwoje biegli szybciej, niż kiedykolwiek, ale to Czkawka miał utrudnione zadanie przez protezę nogi i wkrótce Astrid złapała go siedzącego na Szczerbatku i przygotowanego do wylotu z Akademii.
- Nie rób tego, Czkawka - błagała, po jej policzkach ciekły łzy. Po starciu z Theodem wiedziała, że Damor jest po prostu szalony i że nikt nie może przewidzieć jego zachowania. Tym bardziej Czkawka był w niebezpieczeństwie, bo zaślepiła go zemsta.
- Astrid, odsuń się - warknął tylko. W jego oczach płonął ogień, którego żaden Wiking ani smok jeszcze u jeźdźcy nie widział. Dziewczyna nie posłuchała, co więcej, wskoczyła na siodło za wodzem.
- W takim razie lecę z tobą - odparła hardo. Czkawka prychnął wściekle, ale na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Astrid zachowywała się trochę jak nieposłuszne dziecko.
Wódz najpierw sam zszedł z siodła, po czym chwycił Astrid za rękę, zmuszając do zejścia. Dziewczyna potknęła się i wylądowała w jego ramionach. Czkawka spojrzał jej w oczy.
- Zostaniesz tu - to nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Narzeczona pokręciła głową, ale Czkawka wstrząsnął jej ramionami, jak gdyby chciał przywołać ją do porządku. - Zostajesz tu, jasne?!
- Czkawka, nie rób tego... - wyszeptała. Po jej policzku spłynęła samotna łza. - To moja sprawa.
- Nie, to moja sprawa, że cię skrzywdził i to moja sprawa, że wpuściłem go do Berk. Teraz tylko po sobie sprzątam - warknął, a usta Astrid otworzyły się w zdumieniu. Czy to był naprawdę jej Czkawka? Ten, który nad życie kochał smoki i nie potrafił krzywdzić innych? Ten, który nie uznawał przemocy i nie znał nienawiści? Przez chwilę dziewczyna miała wrażenie, że to nie jeździec, którego pokochała.
- Czkawka, błagam... - powtórzyła tylko drżącym głosem. Jej narzeczony uciszył jej błagania jednym, czułym pocałunkiem. Astrid bała się, że po raz ostatni dotyka jego ciepłych warg, to uczucie ją przerastało. Wódz wszedł na smoka i po prostu odleciał, Astrid nie zatrzymywała go. Znała go doskonale. Nic na świecie nie jest w stanie go powstrzymać.
Nie rozpaczała ani nie płakała. Po prostu otworzyła wielkie odrzwia Akademii, gdzie odpoczywały smoki i dojrzała w tle Wandersmoka. Był najszybszy i najpotężniejszy z obecnych tu smoków i był jej teraz potrzebny. Dobiegła do niego niczym błyskawica, dobrze wiedziała, że szans na dogonienie Nocnej Furii nawet na tak wspaniałym smoku jest niemal niemożliwe. Tym bardziej, że Szczerbatek na wpół odczuwał emocje jeźdźca, a z taką furią, jaką czuł teraz Czkawka, mogli tam dolecieć nawet w minutę.
Założenie siodła na Wandersmoka o imieniu Onyks zajęło jej pół minuty. Gdy już miała wsiadać, zauważyła jedyną broń w okolicy - łuk z jedną strzałą założoną na cięciwę. Nie miała przy sobie nic, a chciała pomóc Czkawce, więc chwyciła go i wskoczyła na smoka. Kilka sekund później już wzbijała się w gęste chmury. Oby się tylko nie spóźniła...
...
Pogoda jakby obrała nastrój panujący w całym Berk. Chmury czekały, żeby zapłakać, gdy pojedynek się skończy. A prawda była taka, że możliwość na opłakiwanie wodza Berk była dość spora. Czkawka nie przejmował się tym wcale. W jego krwi buzowała zawziętość. Pamiętał przerażone oczy Astrid i sińce pod jej oczami. Pamiętał ból i wyrzuty sumienia, które rozrywały jego serce.
W jednej chwili przypomniał sobie słowa ojca - "Musimy dbać o naszych". A jak on zadbał o Astrid? Jakie dał jej bezpieczeństwo, wpuszczając do Berk tego potwora?
- Szybciej - syknął Czkawka. Szczerbatek nienawidził, kiedy mu rozkazywano, jednak w tym momencie przyspieszał bez buntu. Smok cały dygotał albo ze strachu o jeźdźca, albo z podniecenia przed zbliżającą się walką. Rozwalenie Damora zajęłoby mu kilka minut, może nawet tylko dwa splunięcia. Wiedział jednak o ludziach dość sporo, by domyślić się, że Theoda musi zabić sam Czkawka.
Frigg nie różniło się niczym, odkąd byli tu dwa dni temu. Drzewa uginały się pod brzmieniem, jakie nadały uczucia jeźdźców temu miejscu. Tym razem nie była to radość, ale cisza, jakby przed burzą. Zamilkły wszystkie stworzenia od ptaków do większych zwierząt, jak rysie.
Czkawka zsiadł ze Szczerbatka i wyciągnął Piekło, przedzierając się przez chaszcze. Nasłuchiwał każdego szmeru, jakby obawiając się ataku znienacka. Szczerbatek przytulił łeb do jego talii. Jeździec odwrócił się zaskoczony. Smok spojrzał na niego z troską. Prawda była taka, że mógłby oszukać każdego - mamę, Astrid, nigdy nie mógł oszukać smoka.
- Nic mi nie będzie, Mordko - szepnął, dotykając jego łba, tak, jak za pierwszym razem, gdy połączyła ich przyjaźń. Wiele się od tego czasu zmieniło. Czkawka poczuł, że chce zacząć wszystko od początku, cofnąć się do tamtego momentu, powtórzyć wszystko, co zdarzyło się aż do spotkania z Drago, by zapobiec śmierci ojca. Mógłby przekonać Krwawdonia, by przeszedł na ich stronę. Mógłby nie przyjąć Damorów pod swój dach, nie wyruszyć w podróż za Nocną Furią. Mógłby zabić Theoda przy pierwszej okazji. Mógłby. Dlaczego tego nie zrobił? Bo miał zbyt miękkie serce. To nie jest serce wojownika, a nim właśnie się stał. Czkawka, pomyślał sam do siebie, pora wydorośleć. Świat nigdy nie będzie idealny, nigdy nie będzie pokojowo nastawiony.
Jeździec otworzył oczy i zobaczył przed sobą łuski koloru nocnego nieba. Prawdziwe niebo przybrało szarą barwę, zasłaniając słońce, niczym podczas nocy polarnej.
- Będziesz ze mną? - spytał cicho. Smok popatrzył mu w oczy tak głęboko, jakby zerkał w jego duszę, po czym kiwnął głową, zupełnie jak człowiek. Czkawka uśmiechnął się pod nosem. Zrobił z tego stworzenia człowieka. Czy teraz Szczerbatek też miał zabijać, krzywdzić i nienawidzić?
Nagle usłyszeli szelest niedaleko na polanie. Czkawka wybiegł w tamtą stronę, ale zatrzymał się, widząc nieprzyjaciela.
Theod stał na polanie, jakby nigdy nic i uśmiechał się do Czkawki, dokładnie tak, jak tego pechowego dnia, gdy przybył z resztą Damorów do Berk. Od czasu ich ostatniego spotkania zarósł, jakby żył w lesie przez te kilka tygodni. W dodatku w jego oczach widział blask, dzięki któremu ledwie poznał wroga. Była to pewność. Czy Theod naprawdę był tak pewny zwycięstwa?
Czkawka przypomniał sobie chwile, kiedy wielu patrzyło na niego w ten sposób. I wygrał z nimi. Dlaczego wódz Damorów miałby stanąć mu na drodze?
- Czkawko, przyjacielu - rzekł Theod z kpiną na twarzy. Wódz Berk czuł, że za chwile eksploduje, jak w chwili, gdy zabił Drago.
- Milcz - warknął, zbliżając się. - Jak śmiałeś podnosić rękę na Astrid?! Po tym, co dla ciebie zrobiliśmy...
- O nie - kpiące spojrzenie wroga zmieniło się momentalnie w gniew. - Nienawidzę, gdy pokazuje mi się coś, czego nie mogę mieć. Widziałeś, że pomiędzy mną i Astrid coś zaiskrzyło, ale musiałeś to zniszczyć.
- Co ty w ogóle wygadujesz?! - wykrzyknął Czkawka. - Astrid nigdy cię nie kochała, dobrze o tym wiesz!
Oczy Theoda błysły szaleństwem. Czkawka zrozumiał, że nie warto rozmawiać z Theodem, bo Damor nie jest przy zdrowych zmysłach.
- Po co zostałeś na Berk? - spytał Czkawka. - Przecież nie zachowasz tu życia. Nie masz szans ze mną i Szczerbatkiem.
Theod uśmiechnął się złośliwie.
- Z Nocną Furią nie mam szans, chyba, że sam mam Nocną Furię.
Czkawka opuścił z przerażenia Piekło. Modlił się do Thora, żeby słowa Theoda były tylko żartem, ale wódz Damorów krzyknął:
- Iskra!
Zza jego pleców wyszła smoczyca, którą Czkawka spotkał już wcześniej wraz ze Szczerbatkiem, gdy Astrid przez nią zachorowała i niemal straciła życie. Obie Nocne Furie zaczęły do siebie warczeć... nie, skomleć! Jakby nie chciały krzywdzić siebie nawzajem. Czkawka czuł, że Szczerbatek nie będzie chciał z nią walczyć.
Theod zaśmiał się na ten widok, po czym krzyknął na smoka, a ten ukłonił się ze strachem, by jeździec mógł na niego wsiąść.
- Drago... - szepnął Czkawka, poznając metody, jakie stosował na Furii. - To ty go tu sprowadziłeś! Dlatego uciekliście z Berk!
- Tak, miałem nadzieję, że ten stary dureń ciebie zniszczy, ale oczywiście musiałeś go zabić! Moi ludzie nie wiedzieli nic, zaczęliby paplać. Nawet moje durne siostrunie nie miały o niczym pojęcia. Iskra - zwrócił się do smoka. - rób swoje.
Smoczyca otworzyła paszczę, a akurat ten gest Czkawka znał bardzo dobrze. W gardle Iskry błysnęła plazma, a jeździec nie zdążyłby umknąć.
Sekunda. Tyle zajął Szczerbatkowi skok przed Czkawkę. Jego łuski były odporne nie tylko na ogień, ale także na plazmę, choć Czkawka wiedział, że nawet gdyby tak nie było, smok i tak naraziłby swoje życie, by ratować jeźdźca.
- Dziękuję - wyszeptał, patrząc w zielone oczy smoka, jakby widział je po raz pierwszy. Szczerbatek prychnął i kiwnął łbem, wskazując siodło. Wódz automatycznie na nie wszedł.
- Zadarłeś nie z tym Wikingiem co trzeba - krzyknął, do Theoda, gdy już siedział na Nocnej Furii. Smok ryknął dumnie, jak na Alfę przystało, a Iskra cofnęła się z przestrachem. Jeździec rzucił swojej smoczycy zawistne spojrzenie, po czym Iskra skoczyła na dwóch łapach pionowo w górę i zaczęła wzbijać się w powietrze.
Szczerbatek i Czkawka nie stali obojętnie, zaczęli gonić człowieka i smoka.
Słońce musiało właśnie zachodzić, ale przez tak gęste chmury nie widzieli, gdzie dokładnie miałoby to być. Niebo pociemniało jeszcze bardziej, tym razem nie było to korzystne ani dla Czkawki, ani dla Theoda, bo ich szanse były wyrównane... No prawie. Bo Czkawka i Szczerbatek latali razem od ponad dziesięciu lat, a Theod nie mógł długo opanowywać sztuki latania na smoku. Tak, czy siak, obie Nocne Furie były ledwie widoczne w otaczających ich ciemnościach.
Czkawka wyrównał lot. I tak nie widzieli już Theoda. W końcu Szczerbatek wypatrzył go tuż przed nimi.
- Dalej - szepnął Czkawka i oboje popędzili w jego kierunku, przecinając ciszę rykiem błyskawicy. Gdy dolecieli niemal do samej Iskry, Szczerbatek zawahał się, po czym ruszył w górę, ale smoczyca i tak go dojrzała.
- Mordko, co jest? - spytał Czkawka, nie rozumiejąc zachowania smoka. Szczerbatek zaskamlał cicho. Czkawka w jednym momencie zrozumiał. W tej walce, smok nie mógł mu pomóc, po prostu nie potrafił zabić smoka własnej rasy. Tym bardziej, że mogłaby to być ostatnia samica tego gatunku. - Nie martw się, wystarczy, że mnie osłonisz.
Szczerbatek popatrzył na niego z nadzieją w zielonych oczach.
- Jesteś ze mną? - spytał jeździec, dotykając łba smoka.
Nagle niebo przecięły nietoperze skrzydła, niemal zwalając Czkawkę ze Szczerbka. To była Iskra.
Czkawka usiadł pewniej na siodle i ruszyli znów za Theodem, tym razem Czkawka miał inny plan. Gdzieś za sobą widział pioruny. To zły omen, nawet jeśli Furie były odporne na błyskawice.
Gdy lecieli nad Iskrą, Czkawka odpiął się od siodła i skoczył w dół, wprost na grzbiet smoczycy, ale nie taki miał zamiar. Chwycił ubranie Theoda, po czym pociągnął go razem ze sobą w dół. Oboje spadali, ale to Czkawka był górą. Dobrze wyszkolił te manewry. Gdy spadali uderzył Theoda w twarz dwa razy, po czym, po puszczeniu się rozprostował ręce i nogi i pofrunął w górę, wypychany przez prąd powietrza. Wódz Damorów spadał w dół, krzycząc z przerażenia.
Czkawka zerknął przez ramię i zauważył, że Szczerbek używa woli Alfy, by wyzwolić Iskrę spod władzy Theoda. Smoczyca wyglądała, jakby walczyła z pokusą złapania jeźdźca i wolą Alfy. W końcu jednak Szczerbatek wygrał, a Nocna Furia szarpnęła się po raz ostatni i spadła w dół za Theodem, jak kamień rzucony w wodę. Szczerbatek zaczął za nią łkać, ale najpierw złapał na grzbiet Czkawkę i obaj ruszyli za smoczycą.
Gnali bez tchu, smoczyca obracała się w wirze powietrza, spadając do otwartego morza.
W końcu Szczerbatek chwycił ją łapami, tak, jak chwycił Czkawkę, ratując mu życie po walce z Czerwoną Śmiercią. Czkawka miał nawet wrażenie, że smok czule obejmuje Nocną Furię, jakby dbał o nią. Ciekaw był, czy tak samo trzymał jego, on sam tego nie pamiętał, był przecież nieprzytomny.
- Wracajmy na Berk - wódz poklepał smoka, rzucając ostatnie spojrzenie w fale. Miał nadzieję, że Theod już nie wróci. Szansa na przeżycie była minimalna.
Gdy wzbili się w powietrze, Czkawka rozpoznał znajome pioruny. Lizały skrzydła Wandersmoka, na którym siedziała dumnie Astrid. Jej blond włosy wirowały na wietrze wkoło jej głowy, ale dziewczyna wyglądała bardzo dostojnie. Odetchnęła na widok narzeczonego.
- Całe szczęście, że żyjesz. - powiedziała opanowanym tonem, ale Czkawka widział na jej policzkach jeszcze niezaschnięte łzy.
Uśmiechnął się tylko i oboje polecieli w stronę Berk. Czkawka dotknął głowy Szczerbatka, mrucząc mu do ucha:
- Dzięki, Mordko.
- Czkawka! - krzyczeli zasapani, mimo że przecież prawie cały czas lecieli na smokach. To strach ich tak paraliżował. - Czkawka...
- Spokojnie, co się stało? - dociekał wódz.
- Czkawka, na Frigg jest Theod!! - wykrzyknęła Szpadka, gdy Mieczyk podpierał się o nią, łapiąc oddech. Tanya widząc Mieczyka w takim stanie i usłyszawszy o powrocie brata prawie zemdlała, w ostatniej chwili złapała ją Astrid.
Kiedy dziewczyna pomogła Tanyi stanąć prosto, zauważyła, że Czkawki już przy nich nie ma. Właśnie biegł w kierunku Smoczej Akademii, gdzie zostawił Szczerbka z innymi smokami. Astrid dobrze wiedziała, co to znaczy.
- Czkawka, nie!! - wrzasnęła i ruszyła pędem za ukochanym, zostawiając Tanyę na środku placu.
Obydwoje biegli szybciej, niż kiedykolwiek, ale to Czkawka miał utrudnione zadanie przez protezę nogi i wkrótce Astrid złapała go siedzącego na Szczerbatku i przygotowanego do wylotu z Akademii.
- Nie rób tego, Czkawka - błagała, po jej policzkach ciekły łzy. Po starciu z Theodem wiedziała, że Damor jest po prostu szalony i że nikt nie może przewidzieć jego zachowania. Tym bardziej Czkawka był w niebezpieczeństwie, bo zaślepiła go zemsta.
- Astrid, odsuń się - warknął tylko. W jego oczach płonął ogień, którego żaden Wiking ani smok jeszcze u jeźdźcy nie widział. Dziewczyna nie posłuchała, co więcej, wskoczyła na siodło za wodzem.
- W takim razie lecę z tobą - odparła hardo. Czkawka prychnął wściekle, ale na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Astrid zachowywała się trochę jak nieposłuszne dziecko.
Wódz najpierw sam zszedł z siodła, po czym chwycił Astrid za rękę, zmuszając do zejścia. Dziewczyna potknęła się i wylądowała w jego ramionach. Czkawka spojrzał jej w oczy.
- Zostaniesz tu - to nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Narzeczona pokręciła głową, ale Czkawka wstrząsnął jej ramionami, jak gdyby chciał przywołać ją do porządku. - Zostajesz tu, jasne?!
- Czkawka, nie rób tego... - wyszeptała. Po jej policzku spłynęła samotna łza. - To moja sprawa.
- Nie, to moja sprawa, że cię skrzywdził i to moja sprawa, że wpuściłem go do Berk. Teraz tylko po sobie sprzątam - warknął, a usta Astrid otworzyły się w zdumieniu. Czy to był naprawdę jej Czkawka? Ten, który nad życie kochał smoki i nie potrafił krzywdzić innych? Ten, który nie uznawał przemocy i nie znał nienawiści? Przez chwilę dziewczyna miała wrażenie, że to nie jeździec, którego pokochała.
- Czkawka, błagam... - powtórzyła tylko drżącym głosem. Jej narzeczony uciszył jej błagania jednym, czułym pocałunkiem. Astrid bała się, że po raz ostatni dotyka jego ciepłych warg, to uczucie ją przerastało. Wódz wszedł na smoka i po prostu odleciał, Astrid nie zatrzymywała go. Znała go doskonale. Nic na świecie nie jest w stanie go powstrzymać.
Nie rozpaczała ani nie płakała. Po prostu otworzyła wielkie odrzwia Akademii, gdzie odpoczywały smoki i dojrzała w tle Wandersmoka. Był najszybszy i najpotężniejszy z obecnych tu smoków i był jej teraz potrzebny. Dobiegła do niego niczym błyskawica, dobrze wiedziała, że szans na dogonienie Nocnej Furii nawet na tak wspaniałym smoku jest niemal niemożliwe. Tym bardziej, że Szczerbatek na wpół odczuwał emocje jeźdźca, a z taką furią, jaką czuł teraz Czkawka, mogli tam dolecieć nawet w minutę.
Założenie siodła na Wandersmoka o imieniu Onyks zajęło jej pół minuty. Gdy już miała wsiadać, zauważyła jedyną broń w okolicy - łuk z jedną strzałą założoną na cięciwę. Nie miała przy sobie nic, a chciała pomóc Czkawce, więc chwyciła go i wskoczyła na smoka. Kilka sekund później już wzbijała się w gęste chmury. Oby się tylko nie spóźniła...
...
Pogoda jakby obrała nastrój panujący w całym Berk. Chmury czekały, żeby zapłakać, gdy pojedynek się skończy. A prawda była taka, że możliwość na opłakiwanie wodza Berk była dość spora. Czkawka nie przejmował się tym wcale. W jego krwi buzowała zawziętość. Pamiętał przerażone oczy Astrid i sińce pod jej oczami. Pamiętał ból i wyrzuty sumienia, które rozrywały jego serce.
W jednej chwili przypomniał sobie słowa ojca - "Musimy dbać o naszych". A jak on zadbał o Astrid? Jakie dał jej bezpieczeństwo, wpuszczając do Berk tego potwora?
- Szybciej - syknął Czkawka. Szczerbatek nienawidził, kiedy mu rozkazywano, jednak w tym momencie przyspieszał bez buntu. Smok cały dygotał albo ze strachu o jeźdźca, albo z podniecenia przed zbliżającą się walką. Rozwalenie Damora zajęłoby mu kilka minut, może nawet tylko dwa splunięcia. Wiedział jednak o ludziach dość sporo, by domyślić się, że Theoda musi zabić sam Czkawka.
Frigg nie różniło się niczym, odkąd byli tu dwa dni temu. Drzewa uginały się pod brzmieniem, jakie nadały uczucia jeźdźców temu miejscu. Tym razem nie była to radość, ale cisza, jakby przed burzą. Zamilkły wszystkie stworzenia od ptaków do większych zwierząt, jak rysie.
Czkawka zsiadł ze Szczerbatka i wyciągnął Piekło, przedzierając się przez chaszcze. Nasłuchiwał każdego szmeru, jakby obawiając się ataku znienacka. Szczerbatek przytulił łeb do jego talii. Jeździec odwrócił się zaskoczony. Smok spojrzał na niego z troską. Prawda była taka, że mógłby oszukać każdego - mamę, Astrid, nigdy nie mógł oszukać smoka.
- Nic mi nie będzie, Mordko - szepnął, dotykając jego łba, tak, jak za pierwszym razem, gdy połączyła ich przyjaźń. Wiele się od tego czasu zmieniło. Czkawka poczuł, że chce zacząć wszystko od początku, cofnąć się do tamtego momentu, powtórzyć wszystko, co zdarzyło się aż do spotkania z Drago, by zapobiec śmierci ojca. Mógłby przekonać Krwawdonia, by przeszedł na ich stronę. Mógłby nie przyjąć Damorów pod swój dach, nie wyruszyć w podróż za Nocną Furią. Mógłby zabić Theoda przy pierwszej okazji. Mógłby. Dlaczego tego nie zrobił? Bo miał zbyt miękkie serce. To nie jest serce wojownika, a nim właśnie się stał. Czkawka, pomyślał sam do siebie, pora wydorośleć. Świat nigdy nie będzie idealny, nigdy nie będzie pokojowo nastawiony.
Jeździec otworzył oczy i zobaczył przed sobą łuski koloru nocnego nieba. Prawdziwe niebo przybrało szarą barwę, zasłaniając słońce, niczym podczas nocy polarnej.
- Będziesz ze mną? - spytał cicho. Smok popatrzył mu w oczy tak głęboko, jakby zerkał w jego duszę, po czym kiwnął głową, zupełnie jak człowiek. Czkawka uśmiechnął się pod nosem. Zrobił z tego stworzenia człowieka. Czy teraz Szczerbatek też miał zabijać, krzywdzić i nienawidzić?
Nagle usłyszeli szelest niedaleko na polanie. Czkawka wybiegł w tamtą stronę, ale zatrzymał się, widząc nieprzyjaciela.
Theod stał na polanie, jakby nigdy nic i uśmiechał się do Czkawki, dokładnie tak, jak tego pechowego dnia, gdy przybył z resztą Damorów do Berk. Od czasu ich ostatniego spotkania zarósł, jakby żył w lesie przez te kilka tygodni. W dodatku w jego oczach widział blask, dzięki któremu ledwie poznał wroga. Była to pewność. Czy Theod naprawdę był tak pewny zwycięstwa?
Czkawka przypomniał sobie chwile, kiedy wielu patrzyło na niego w ten sposób. I wygrał z nimi. Dlaczego wódz Damorów miałby stanąć mu na drodze?
- Czkawko, przyjacielu - rzekł Theod z kpiną na twarzy. Wódz Berk czuł, że za chwile eksploduje, jak w chwili, gdy zabił Drago.
- Milcz - warknął, zbliżając się. - Jak śmiałeś podnosić rękę na Astrid?! Po tym, co dla ciebie zrobiliśmy...
- O nie - kpiące spojrzenie wroga zmieniło się momentalnie w gniew. - Nienawidzę, gdy pokazuje mi się coś, czego nie mogę mieć. Widziałeś, że pomiędzy mną i Astrid coś zaiskrzyło, ale musiałeś to zniszczyć.
- Co ty w ogóle wygadujesz?! - wykrzyknął Czkawka. - Astrid nigdy cię nie kochała, dobrze o tym wiesz!
Oczy Theoda błysły szaleństwem. Czkawka zrozumiał, że nie warto rozmawiać z Theodem, bo Damor nie jest przy zdrowych zmysłach.
- Po co zostałeś na Berk? - spytał Czkawka. - Przecież nie zachowasz tu życia. Nie masz szans ze mną i Szczerbatkiem.
Theod uśmiechnął się złośliwie.
- Z Nocną Furią nie mam szans, chyba, że sam mam Nocną Furię.
Czkawka opuścił z przerażenia Piekło. Modlił się do Thora, żeby słowa Theoda były tylko żartem, ale wódz Damorów krzyknął:
- Iskra!
Zza jego pleców wyszła smoczyca, którą Czkawka spotkał już wcześniej wraz ze Szczerbatkiem, gdy Astrid przez nią zachorowała i niemal straciła życie. Obie Nocne Furie zaczęły do siebie warczeć... nie, skomleć! Jakby nie chciały krzywdzić siebie nawzajem. Czkawka czuł, że Szczerbatek nie będzie chciał z nią walczyć.
Theod zaśmiał się na ten widok, po czym krzyknął na smoka, a ten ukłonił się ze strachem, by jeździec mógł na niego wsiąść.
- Drago... - szepnął Czkawka, poznając metody, jakie stosował na Furii. - To ty go tu sprowadziłeś! Dlatego uciekliście z Berk!
- Tak, miałem nadzieję, że ten stary dureń ciebie zniszczy, ale oczywiście musiałeś go zabić! Moi ludzie nie wiedzieli nic, zaczęliby paplać. Nawet moje durne siostrunie nie miały o niczym pojęcia. Iskra - zwrócił się do smoka. - rób swoje.
Smoczyca otworzyła paszczę, a akurat ten gest Czkawka znał bardzo dobrze. W gardle Iskry błysnęła plazma, a jeździec nie zdążyłby umknąć.
Sekunda. Tyle zajął Szczerbatkowi skok przed Czkawkę. Jego łuski były odporne nie tylko na ogień, ale także na plazmę, choć Czkawka wiedział, że nawet gdyby tak nie było, smok i tak naraziłby swoje życie, by ratować jeźdźca.
- Dziękuję - wyszeptał, patrząc w zielone oczy smoka, jakby widział je po raz pierwszy. Szczerbatek prychnął i kiwnął łbem, wskazując siodło. Wódz automatycznie na nie wszedł.
- Zadarłeś nie z tym Wikingiem co trzeba - krzyknął, do Theoda, gdy już siedział na Nocnej Furii. Smok ryknął dumnie, jak na Alfę przystało, a Iskra cofnęła się z przestrachem. Jeździec rzucił swojej smoczycy zawistne spojrzenie, po czym Iskra skoczyła na dwóch łapach pionowo w górę i zaczęła wzbijać się w powietrze.
Szczerbatek i Czkawka nie stali obojętnie, zaczęli gonić człowieka i smoka.
Słońce musiało właśnie zachodzić, ale przez tak gęste chmury nie widzieli, gdzie dokładnie miałoby to być. Niebo pociemniało jeszcze bardziej, tym razem nie było to korzystne ani dla Czkawki, ani dla Theoda, bo ich szanse były wyrównane... No prawie. Bo Czkawka i Szczerbatek latali razem od ponad dziesięciu lat, a Theod nie mógł długo opanowywać sztuki latania na smoku. Tak, czy siak, obie Nocne Furie były ledwie widoczne w otaczających ich ciemnościach.
Czkawka wyrównał lot. I tak nie widzieli już Theoda. W końcu Szczerbatek wypatrzył go tuż przed nimi.
- Dalej - szepnął Czkawka i oboje popędzili w jego kierunku, przecinając ciszę rykiem błyskawicy. Gdy dolecieli niemal do samej Iskry, Szczerbatek zawahał się, po czym ruszył w górę, ale smoczyca i tak go dojrzała.
- Mordko, co jest? - spytał Czkawka, nie rozumiejąc zachowania smoka. Szczerbatek zaskamlał cicho. Czkawka w jednym momencie zrozumiał. W tej walce, smok nie mógł mu pomóc, po prostu nie potrafił zabić smoka własnej rasy. Tym bardziej, że mogłaby to być ostatnia samica tego gatunku. - Nie martw się, wystarczy, że mnie osłonisz.
Szczerbatek popatrzył na niego z nadzieją w zielonych oczach.
- Jesteś ze mną? - spytał jeździec, dotykając łba smoka.
Nagle niebo przecięły nietoperze skrzydła, niemal zwalając Czkawkę ze Szczerbka. To była Iskra.
Czkawka usiadł pewniej na siodle i ruszyli znów za Theodem, tym razem Czkawka miał inny plan. Gdzieś za sobą widział pioruny. To zły omen, nawet jeśli Furie były odporne na błyskawice.
Gdy lecieli nad Iskrą, Czkawka odpiął się od siodła i skoczył w dół, wprost na grzbiet smoczycy, ale nie taki miał zamiar. Chwycił ubranie Theoda, po czym pociągnął go razem ze sobą w dół. Oboje spadali, ale to Czkawka był górą. Dobrze wyszkolił te manewry. Gdy spadali uderzył Theoda w twarz dwa razy, po czym, po puszczeniu się rozprostował ręce i nogi i pofrunął w górę, wypychany przez prąd powietrza. Wódz Damorów spadał w dół, krzycząc z przerażenia.
Czkawka zerknął przez ramię i zauważył, że Szczerbek używa woli Alfy, by wyzwolić Iskrę spod władzy Theoda. Smoczyca wyglądała, jakby walczyła z pokusą złapania jeźdźca i wolą Alfy. W końcu jednak Szczerbatek wygrał, a Nocna Furia szarpnęła się po raz ostatni i spadła w dół za Theodem, jak kamień rzucony w wodę. Szczerbatek zaczął za nią łkać, ale najpierw złapał na grzbiet Czkawkę i obaj ruszyli za smoczycą.
Gnali bez tchu, smoczyca obracała się w wirze powietrza, spadając do otwartego morza.
W końcu Szczerbatek chwycił ją łapami, tak, jak chwycił Czkawkę, ratując mu życie po walce z Czerwoną Śmiercią. Czkawka miał nawet wrażenie, że smok czule obejmuje Nocną Furię, jakby dbał o nią. Ciekaw był, czy tak samo trzymał jego, on sam tego nie pamiętał, był przecież nieprzytomny.
- Wracajmy na Berk - wódz poklepał smoka, rzucając ostatnie spojrzenie w fale. Miał nadzieję, że Theod już nie wróci. Szansa na przeżycie była minimalna.
Gdy wzbili się w powietrze, Czkawka rozpoznał znajome pioruny. Lizały skrzydła Wandersmoka, na którym siedziała dumnie Astrid. Jej blond włosy wirowały na wietrze wkoło jej głowy, ale dziewczyna wyglądała bardzo dostojnie. Odetchnęła na widok narzeczonego.
- Całe szczęście, że żyjesz. - powiedziała opanowanym tonem, ale Czkawka widział na jej policzkach jeszcze niezaschnięte łzy.
Uśmiechnął się tylko i oboje polecieli w stronę Berk. Czkawka dotknął głowy Szczerbatka, mrucząc mu do ucha:
- Dzięki, Mordko.
poniedziałek, 2 lutego 2015
*W pieczarze*
- Mieczyk, słyszałeś to? - mruknęła Szpadka, gdy po ścianach jaskini odbił się huk.
- Może bym zobaczył, co to, jakby jakaś idiotka nie wrzuciła pochodni do kałuży - warknął bliźniak, głaszcząc łeb swojego smoka.
Nagle oba łby cofnęły się od jeźdźców, łkając cicho, jak to smoki, gdy są bardzo zaniepokojone. A już zwłaszcza Zębirogi miały to w zwyczaju.
- Już, cicho, Wym, spokojnie - Szpadka próbowała pogłaskać czule smoka, ale ten cofnął się pod ścianę, dalej płacząc. Dziewczyna poczuła na policzkach łzy.
- Jot, co ci jest, stary? - zapytał w tym samym momencie Mieczyk, próbując nie zdradzać emocji, ale jego głos drżał.
Bliźniacy stanęli jak wryci, bojąc się, że gdy podejdą bliżej, smoki uciekną. Szpadka nie wytrzymała i płacząc cicho, schowała twarz w dłoniach.
- Mieczyk, Czkawka miał rację, to przez nasze kłótnie - mówiła, trzęsąc się.
Jej brat stanął jak wryty, nie wiedział, co ma zrobić. Czuł niechęć do siostry przez jej zachowanie w stosunku do Tanyi, ale zrobiło mu się jej żal. Wkrótce obydwoje płakali jak małe dzieci przytuleni do siebie, a smoki dalej stały przy ścianie obserwując wszystko z odległości.
- To wszystko przez Tanyę... - szepnęła Szpadka, próbując zabrzmieć groźnie, ale nie potrafiła odepchnąć brata. Nie w tym momencie. - Gdyby nie ona, nic by się nie zmieniło i smoki by nie uciekły.
- Przestań tak mówić - warknął Mieczyk. - Tanya jest dla mnie ważna, ale nigdy nie będzie moją siostrą. Weź w końcu daj jej spokój.
Nastała cisza. Smoki mruczały i przybliżały się do Wikingów coraz bardziej.
- Ja?! Ty popatrz na siebie! Uczepiłeś się jej jak rzep psiego ogona i latasz za nią jak...
- ... jak ty za Smarkiem - mruknął Mieczyk. Szpadka znów zaszlochała, tym razem głośniej. Brat wziął ją w ramiona.
- Nic nie rozumiesz - zachlipała. - Nic!
- Ty jeszcze mniej, siostra - zaśmiał się Mieczyk, a na twarzy jego siostry zawitał nieśmiały uśmiech, którego i tak nikt nie mógł zobaczyć przez ciemności w pieczarze.
Nagle coś wstrząsnęło ramieniem Szpadki. Kiedy wyciągnęła dłoń, okazało się, że to pysk Wyma. Dziewczyna nie posiadała się z radości. Jot próbował tak samo szturchnąć Mieczyka, ale trafił w twarz i bliźniak rażony padł na rozmokły grunt.
- Tak się chcemy bawić? - krzyknął Mieczyk, udając obrażonego.
Następny kwadrans bliźnięta spędziły na szukaniu wyjścia z pieczary, która znały na pamięć. Zębiróg nie odstępował ich nawet na krok.
- Mieczyk, tutaj powinno być wyjście - powiedziała Szpadka, drapiąc się pod hełmem.
- No to wyjdź i je otwórz - Mieczyk wzruszył ramionami. Jego siostra chlasnęła się z czoło.
- Jak ty chcesz stąd wyjść? - krzyknęła. - To Czkawka! Czkawka nas zamknął. Ach, daliśmy się nabrać - warknęła, a smoki jej zawtórowały.
- Ej, siostra, dawaj się jakoś zemścimy - Wiking zaczął macać ścianę w poszukiwaniu przejścia.
- Tak, to musi być coś naprawdę wrednego za kilka godzin kiblowania w pieczarze - przytaknęła.
- Ale skąd będziemy wiedzieli, że to jest tym? - Szpadka przekrzywiła głowę i zastanawiała się długo, o co chodzi bratu. W końcu mruknęła.
- Ty, Jot, weź go trzepnij drugi raz.
Mieczyk w ostatniej chwili się odsunął, a znów zarobiłby strzał w twarz.
- Nie, no siostra, słuchaj, musimy mieć jakieś hasło. Wiesz, jak dokonamy zemsty, musimy dać sobie jakiś sygnał... Na przykład: Apsik! - po czym próbował naśladować niecny śmiech, ale zachłysnął się i zaczął kaszleć.
- Apsik? Durniejszego hasła nie znalazłeś?
- O to to, właśnie. Musi być durne, żeby nikt nie ogarniał, o co chodzi, wiesz... Może - Smark!
- Smark? - zapytała Szpadka.
- No, a znajdziesz w Berk coś durniejszego? - zarechotał Mieczyk.
Szpadka przytaknęła, po czym obdywoje ruszyli szukać wyjścia, dalej omawiając szczegóły ich zemsty na Czkawce. W końcu obydwoje znaleźli Żelazne Wrota - drugie wyjście z pieczary, wychodzące na otwarte morze i wyspę Frigg widniejącą na widnokręgu jak mała chmurka.
Bliźniacy zaczerpnęli świeżego powietrza, po czym zauważyli, że słońce jest już w połowie drogi do morza.
- O rany, ale Czkawka nas urządził. - mruknęła Szpadka zjadliwie. - Spędziliśmy tu pół dnia!
Mieczyk prychnął.
- Tak, jasne, a może to Astrid?
- Jej też zrobimy niespodziankę - zaśmiała się jeźdźczyni i już mieli wsiadać na głowy smoka, gdy usłyszeli krzyki dochodzące... Z wyspy Frigg.
- To mi się nie podoba - mruknął Mieczyk. - Chodź, zobaczymy, co to!
Niebo wydawało się spokojne, choć po ostatniej przygodzie Czkawki z Płomieniem, nawet bliźniacy zachowywali się ostrożniej. Raczej nie chcieli popływać w morzu, choć upadek Czkawki na twardy grunt i tak byłby gorszy.
Wyspa Frigg była wielkości samej wioski w Berk, a to naprawdę niewiele, choć Wikingowie i tak już ją rozbudowali. Czasem stacjonowały tam smoki po długiej podróży, a jeźdźcy robilitam sobie pikniki, bo wyspa miała piękny krajobraz, no i oczywiście mieli trochę spokoju od Berk.
Bliźniacy zsiedli ze smoka i szli przez Frigg, szukając powodu tych dziwnych hałasów. Nagle drzewa nieopodal zapaliły się jaskrawym płomieniem, który był znajomy w Berk z powodu Szczerbatka. Plazma Nocnej Furii przy zetknięciu z suchymi liśćmi wybuchała tworząc błękitny ogień, dopiero później przeradzający się w czerwone płomienie.
Wym i Jot schował się za wysokimi krzewami, Szpadka i Mieczyk postąpili tak samo. Gdy wyjrzeli zza swojej kryjówki, zauważyli Theoda, siłującego się z Nocną Furią. Nie, to na pewno nie był Szczerbatek. Na całej linii grzbietu smoka przebiegał błękitny pas, przypominający blask plazmy. Odcień smoka był bardziej głęboki, dokładnie czarny, nie ciemnogranatowy, jak w przypadku Szczerbka.
- Ja cie... - Mieczyk szybko zakrył usta Szpadki dłonią, by wróg ich nie usłyszał.
Najdziwniejsze w tej scenie nie było to, że najprawdopodobniej mieli do czynienia z samicą Nocnej Furii, ale to, że Theod wygrywał walkę z nią. Sposób, w jaki rozprawiał się ze smokiem kojarzyły się jeźdźcom z jedną osobą, która zginęła zabita z rąk Czkawki. Drago.
Niemożliwe, że Damor używał tych samych sposobów do poskramiania smoków, jak Krwawdoń. Najwyraźniej musieli mieć coś ze sobą do czynienia...
- Musimy o tym powiedzieć Czkawce - wyszeptała Szpadka. Zachowując się jak najciszej spróbowali się wycofać z wyspy, gdy Mieczyk potknął się o wystający korzeń i upadł z łoskotem.
Oczy Theoda zwróciły się ku obcym.
- No proszę, proszę, mój szwagier - zaśmiał się. W jego oczach płonął ogień jeszcze gorszy od tego, który zespalał liście na drzewie trafionym plazmą.
Mieczyk otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, po czym wdrapał się czym prędzej na Jota. Na Wymie już siedziała Szpadka. Sekundę zajęło im opuszczenie Frigg, gdy dosłyszeli jeszcze głos:
- Taak! Powiedzcie swojemu wodzowi, że czekam tu na niego!
Jak wam się podoba?? :) wiem, że krótki, ale staram się nie łączyć różnych wątków ;pp macie jakies pomysły co do dalszego ciągu? Znaczy nie żebym nie miała własnych planów, ale chciałabym usłyszeć, jakie macie pomysły :)
- Może bym zobaczył, co to, jakby jakaś idiotka nie wrzuciła pochodni do kałuży - warknął bliźniak, głaszcząc łeb swojego smoka.
Nagle oba łby cofnęły się od jeźdźców, łkając cicho, jak to smoki, gdy są bardzo zaniepokojone. A już zwłaszcza Zębirogi miały to w zwyczaju.
- Już, cicho, Wym, spokojnie - Szpadka próbowała pogłaskać czule smoka, ale ten cofnął się pod ścianę, dalej płacząc. Dziewczyna poczuła na policzkach łzy.
- Jot, co ci jest, stary? - zapytał w tym samym momencie Mieczyk, próbując nie zdradzać emocji, ale jego głos drżał.
Bliźniacy stanęli jak wryci, bojąc się, że gdy podejdą bliżej, smoki uciekną. Szpadka nie wytrzymała i płacząc cicho, schowała twarz w dłoniach.
- Mieczyk, Czkawka miał rację, to przez nasze kłótnie - mówiła, trzęsąc się.
Jej brat stanął jak wryty, nie wiedział, co ma zrobić. Czuł niechęć do siostry przez jej zachowanie w stosunku do Tanyi, ale zrobiło mu się jej żal. Wkrótce obydwoje płakali jak małe dzieci przytuleni do siebie, a smoki dalej stały przy ścianie obserwując wszystko z odległości.
- To wszystko przez Tanyę... - szepnęła Szpadka, próbując zabrzmieć groźnie, ale nie potrafiła odepchnąć brata. Nie w tym momencie. - Gdyby nie ona, nic by się nie zmieniło i smoki by nie uciekły.
- Przestań tak mówić - warknął Mieczyk. - Tanya jest dla mnie ważna, ale nigdy nie będzie moją siostrą. Weź w końcu daj jej spokój.
Nastała cisza. Smoki mruczały i przybliżały się do Wikingów coraz bardziej.
- Ja?! Ty popatrz na siebie! Uczepiłeś się jej jak rzep psiego ogona i latasz za nią jak...
- ... jak ty za Smarkiem - mruknął Mieczyk. Szpadka znów zaszlochała, tym razem głośniej. Brat wziął ją w ramiona.
- Nic nie rozumiesz - zachlipała. - Nic!
- Ty jeszcze mniej, siostra - zaśmiał się Mieczyk, a na twarzy jego siostry zawitał nieśmiały uśmiech, którego i tak nikt nie mógł zobaczyć przez ciemności w pieczarze.
Nagle coś wstrząsnęło ramieniem Szpadki. Kiedy wyciągnęła dłoń, okazało się, że to pysk Wyma. Dziewczyna nie posiadała się z radości. Jot próbował tak samo szturchnąć Mieczyka, ale trafił w twarz i bliźniak rażony padł na rozmokły grunt.
- Tak się chcemy bawić? - krzyknął Mieczyk, udając obrażonego.
Następny kwadrans bliźnięta spędziły na szukaniu wyjścia z pieczary, która znały na pamięć. Zębiróg nie odstępował ich nawet na krok.
- Mieczyk, tutaj powinno być wyjście - powiedziała Szpadka, drapiąc się pod hełmem.
- No to wyjdź i je otwórz - Mieczyk wzruszył ramionami. Jego siostra chlasnęła się z czoło.
- Jak ty chcesz stąd wyjść? - krzyknęła. - To Czkawka! Czkawka nas zamknął. Ach, daliśmy się nabrać - warknęła, a smoki jej zawtórowały.
- Ej, siostra, dawaj się jakoś zemścimy - Wiking zaczął macać ścianę w poszukiwaniu przejścia.
- Tak, to musi być coś naprawdę wrednego za kilka godzin kiblowania w pieczarze - przytaknęła.
- Ale skąd będziemy wiedzieli, że to jest tym? - Szpadka przekrzywiła głowę i zastanawiała się długo, o co chodzi bratu. W końcu mruknęła.
- Ty, Jot, weź go trzepnij drugi raz.
Mieczyk w ostatniej chwili się odsunął, a znów zarobiłby strzał w twarz.
- Nie, no siostra, słuchaj, musimy mieć jakieś hasło. Wiesz, jak dokonamy zemsty, musimy dać sobie jakiś sygnał... Na przykład: Apsik! - po czym próbował naśladować niecny śmiech, ale zachłysnął się i zaczął kaszleć.
- Apsik? Durniejszego hasła nie znalazłeś?
- O to to, właśnie. Musi być durne, żeby nikt nie ogarniał, o co chodzi, wiesz... Może - Smark!
- Smark? - zapytała Szpadka.
- No, a znajdziesz w Berk coś durniejszego? - zarechotał Mieczyk.
Szpadka przytaknęła, po czym obdywoje ruszyli szukać wyjścia, dalej omawiając szczegóły ich zemsty na Czkawce. W końcu obydwoje znaleźli Żelazne Wrota - drugie wyjście z pieczary, wychodzące na otwarte morze i wyspę Frigg widniejącą na widnokręgu jak mała chmurka.
Bliźniacy zaczerpnęli świeżego powietrza, po czym zauważyli, że słońce jest już w połowie drogi do morza.
- O rany, ale Czkawka nas urządził. - mruknęła Szpadka zjadliwie. - Spędziliśmy tu pół dnia!
Mieczyk prychnął.
- Tak, jasne, a może to Astrid?
- Jej też zrobimy niespodziankę - zaśmiała się jeźdźczyni i już mieli wsiadać na głowy smoka, gdy usłyszeli krzyki dochodzące... Z wyspy Frigg.
- To mi się nie podoba - mruknął Mieczyk. - Chodź, zobaczymy, co to!
Niebo wydawało się spokojne, choć po ostatniej przygodzie Czkawki z Płomieniem, nawet bliźniacy zachowywali się ostrożniej. Raczej nie chcieli popływać w morzu, choć upadek Czkawki na twardy grunt i tak byłby gorszy.
Wyspa Frigg była wielkości samej wioski w Berk, a to naprawdę niewiele, choć Wikingowie i tak już ją rozbudowali. Czasem stacjonowały tam smoki po długiej podróży, a jeźdźcy robilitam sobie pikniki, bo wyspa miała piękny krajobraz, no i oczywiście mieli trochę spokoju od Berk.
Bliźniacy zsiedli ze smoka i szli przez Frigg, szukając powodu tych dziwnych hałasów. Nagle drzewa nieopodal zapaliły się jaskrawym płomieniem, który był znajomy w Berk z powodu Szczerbatka. Plazma Nocnej Furii przy zetknięciu z suchymi liśćmi wybuchała tworząc błękitny ogień, dopiero później przeradzający się w czerwone płomienie.
Wym i Jot schował się za wysokimi krzewami, Szpadka i Mieczyk postąpili tak samo. Gdy wyjrzeli zza swojej kryjówki, zauważyli Theoda, siłującego się z Nocną Furią. Nie, to na pewno nie był Szczerbatek. Na całej linii grzbietu smoka przebiegał błękitny pas, przypominający blask plazmy. Odcień smoka był bardziej głęboki, dokładnie czarny, nie ciemnogranatowy, jak w przypadku Szczerbka.
- Ja cie... - Mieczyk szybko zakrył usta Szpadki dłonią, by wróg ich nie usłyszał.
Najdziwniejsze w tej scenie nie było to, że najprawdopodobniej mieli do czynienia z samicą Nocnej Furii, ale to, że Theod wygrywał walkę z nią. Sposób, w jaki rozprawiał się ze smokiem kojarzyły się jeźdźcom z jedną osobą, która zginęła zabita z rąk Czkawki. Drago.
Niemożliwe, że Damor używał tych samych sposobów do poskramiania smoków, jak Krwawdoń. Najwyraźniej musieli mieć coś ze sobą do czynienia...
- Musimy o tym powiedzieć Czkawce - wyszeptała Szpadka. Zachowując się jak najciszej spróbowali się wycofać z wyspy, gdy Mieczyk potknął się o wystający korzeń i upadł z łoskotem.
Oczy Theoda zwróciły się ku obcym.
- No proszę, proszę, mój szwagier - zaśmiał się. W jego oczach płonął ogień jeszcze gorszy od tego, który zespalał liście na drzewie trafionym plazmą.
Mieczyk otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, po czym wdrapał się czym prędzej na Jota. Na Wymie już siedziała Szpadka. Sekundę zajęło im opuszczenie Frigg, gdy dosłyszeli jeszcze głos:
- Taak! Powiedzcie swojemu wodzowi, że czekam tu na niego!
Jak wam się podoba?? :) wiem, że krótki, ale staram się nie łączyć różnych wątków ;pp macie jakies pomysły co do dalszego ciągu? Znaczy nie żebym nie miała własnych planów, ale chciałabym usłyszeć, jakie macie pomysły :)
środa, 21 stycznia 2015
*W powietrzu*
Astrid i Tanya leciały wolno i wysoko, Czkawka był już pewnie w Berk, bo on i Szczerbek woleli szybsze loty. Dziewczyny dużo rozmawiały ze sobą, gdy tak leciały. W końcu Tanya zagadnęła jeźdźczynię:
- Astrid, nie obraź się, ale Mieczyk opowiadał mi, że wcześniej Czkawka był... inny. Znaczy taki słaby, wątły. I że byliście dla niego wredni. Dopóki nie zaczęło się to wszystko z tymi smokami.
Astrid pokiwała głową.
- Tak, Czkawka jest dość... innym typem ludzi. Znaczy, wydawał się dziwny, ale już wtedy był bystry i stawiał na swoim. Dopiero smoki pomogły mu odkryć to, kim jest - mówiła.
Tanya mruknęła z namysłem, przez chwilę prawie puściła talię Astrid, przez co zahuśtała się na siodle.
- Uważaj - rzuciła do niej narzeczona wodza z troską. - Łapałam spadających ludzi, ale to raczej fucha Czkawki.
- Ale mówiłaś mi przecież, że byłaś Czkawce zakochana od początku, a jednak byliście dla niego wredni. Nie pojmuję tego - Tanya myślała na głos.
Jej towarzyszka popatrzyła w chmury, zastanawiając się właściwie, dlaczego. Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie, bo nie była dla Czkawki wredna, tylko po prostu go unikała. Do czasu szkolenia. Tam stali się rywalami.
- Moja relacja z Czkawką od początku była bardzo trudna - mówiła cicho, jakby do siebie, ale Tanya wyłapywała każde jej słowo. - Poznaliśmy się w chwili, gdy ocalił mi życie. Lód pękł pod moimi nogami, a on mnie uratował. - Astrid przechyliła głowę zapatrzona w dal. - Kiedy reszta dowiedziała się o tym, cała wina za mój wypadek spadła na niego. Byłam zaledwie dzieckiem, bałam się, co pomyślą inni, to było strasznie nieodpowiedzialne. A Czkawka wziął to na siebie, kłamiąc w żywe oczy. Wiem, że zrobił to dla mnie. Od tamtej pory zaczęłam go obserwować, czy to w kuźni Pyskacza, gdy został jego czeladnikiem, czasem, gdy siedział przy strumieniu obserwowałam z bliska jak szkicuje - uśmiechnęła się jakby do swoich myśli. - Raz prawie mnie na tym przyłapał. Ale zawsze odpychałam go od siebie, nawet gdy już wiedziałam, że on do mnie czuje to samo. Sama nie wiem, czemu. Może bałam się, co powiedzą inni, może wtedy byłam zbyt nieśmiała. - pokręciła głową z grymasem na twarzy. Naprawdę żałowała, tego, co było. - To smoki nas do siebie zbliżyły, Tanya. Gdyby nie one, za pewne dalej byśmy się unikali.
Siostra Theoda przytuliła się do Astrid bez słowa. Dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- To bardzo romantyczne - skomentowała. - Nigdy nie słyszałam tej historii z twojej perspektywy. Myślałam, że zawsze byliście w sobie tacy zakochani. Wszyscy w Berk żyją waszym związkiem i cieszą się szczęściem swojego wodza - Astrid spojrzała na nią, jakby Tanya lekko naciągała prawdę, bo dopowiedziała szybko: - Poważnie mówię!
- Berk żyje życiem smoków, tak jak Czkawka. Dlatego jest dobrym wodzem, zna potrzeby innych, bo sam ma podobne.
- No w sumie, jest w tym sporo racji. - mruknęła młodsza z dziewcząt.
Przed nimi chmury rozstępowały się wolno i ukazała im się Berk, jakby przykryta złotym pledem z południowego słońca. Po głowie Tanyi chodziło mnóstwo myśli: co jeśli bliźniaki nie wrócą, czy Czkawka naprawdę poleci ich szukać, a jeśli tak, to kiedy? Westchnęła w końcu.
- Astrid, czemu Szpadka mnie nienawidzi? - to nie za bardzo było pytanie, które chciała zadać, ale wolała myśleć o tym, niż o ukochanym zamkniętym w tunelu.
- Łohoho, - Astrid nie wiedziała, co ma jej odpowiedzieć. Chuchnęła sobie w grzywkę, jak to miała w zwyczaju i odpowiedziała wolno. - Myślę, że jest zazdrosna. Wiesz, z Mieczykiem spędzali każda wolną chwilę, byli absolutnie nierozłączni. Dlatego traktuje ciebie jak intruza.
- Przecież ja... - Tanya wcale nie czuła się dobrze z tą myślą, jej towarzyszka, dobrze o tym wiedziała, ale nic nie mogły na to poradzić. Może z czasem Szpadka zrozumie, że Mieczyk trafił na naprawdę fajną dziewczynę. - ja naprawdę nie chciałam ich rozdzielić. Kocham Mieczyka - tutaj Astrid spróbowała zatrzymać odruch wymiotny, tak, żeby Tanya tego nie zauważyła. - Może lepiej jakbym odpłynęła wraz z Heatherą?
Narzeczona wodza pokiwała głową.
- Nie ma sensu rozmyślać, co by było gdyby. Jaki miałoby sens opuszczenie Berk? Myślisz, że przestaliby się kłócić, że Szpadka nie rozdrapywałaby ran? Przynajmniej ty i Mieczyk możecie być razem. I powinnaś dziękować Thorowi, że mogliście się odnaleźć.
Tanya uśmiechnęła się. Płomień już lądował na wyspie.
- Masz rację, dziękuję Thorowi każdego dnia. Aha i Astrid...
- Tak?
Tanya zbliżyła się do jej ucha i wyszeptała:
- Dziękuję za wszystko.
Astrid tylko uśmiechnęła się do przyjaciółki i mrugnęła do niej:
- Wiesz, że na mnie możesz polegać.
- No nie wiem - Tanya zeskoczyła z siodła i stała już na ziemi. - Moim bratem jest Theod - powiedziała to jakby wymówiła jakieś przekleństwo. Astrid zatkało. Nie myślała, że Tanya zwróci się przeciw bratu, chociaż w końcu wina była całkowicie jego. To tak jakby sama z siebie wypisała się z rodziny za ich błędy, bo boi się, że ktoś ją za to obarczy. Wikingowie za to, byli pełni zrozumienia, a poza tym już przyjęli siostrę wodza Damorów jako swoją.
Choć Astrid miała jeszcze zamiar wrócić z Płomieniem do Akademii, to na chwilę zeszła z siodła i stanęła przed dziewczyną.
Zauważyła, że Tanya wypiękniała od ich pierwszego spotkania. Nawet jej zachowanie było inne. Z dziewczynki powoli stawała się kobietą. Miała długie, skręcone, czarne włosy, sięgające pasa i tak samo czarne, gęste rzęsy. Tak bardzo przypominała Heatherę, że Astrid często miała wrażenie, że Tanya podejdzie do Czkawki i znowu zacznie świergotać wokół niego jak Heathera. Całe szczęście problem zazdrości już nie był ich problemem. W głębi serca Astrid cieszyła się, że Tanya i Mieczyk są razem szczęśliwi, choć myśl o Wikingu nadal wywoływała u niej obrzydzenie. Znali się jednak od piaskownicy i Astrid cieszyła się, że trafił właśnie na jej przyjaciółkę.
Nie zasłodziłam? :) wiem, że krótki, ale nie za bardzo mam czas, bo mam staż w ferie :) wybaczycie mi?? :33
- Astrid, nie obraź się, ale Mieczyk opowiadał mi, że wcześniej Czkawka był... inny. Znaczy taki słaby, wątły. I że byliście dla niego wredni. Dopóki nie zaczęło się to wszystko z tymi smokami.
Astrid pokiwała głową.
- Tak, Czkawka jest dość... innym typem ludzi. Znaczy, wydawał się dziwny, ale już wtedy był bystry i stawiał na swoim. Dopiero smoki pomogły mu odkryć to, kim jest - mówiła.
Tanya mruknęła z namysłem, przez chwilę prawie puściła talię Astrid, przez co zahuśtała się na siodle.
- Uważaj - rzuciła do niej narzeczona wodza z troską. - Łapałam spadających ludzi, ale to raczej fucha Czkawki.
- Ale mówiłaś mi przecież, że byłaś Czkawce zakochana od początku, a jednak byliście dla niego wredni. Nie pojmuję tego - Tanya myślała na głos.
Jej towarzyszka popatrzyła w chmury, zastanawiając się właściwie, dlaczego. Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie, bo nie była dla Czkawki wredna, tylko po prostu go unikała. Do czasu szkolenia. Tam stali się rywalami.
- Moja relacja z Czkawką od początku była bardzo trudna - mówiła cicho, jakby do siebie, ale Tanya wyłapywała każde jej słowo. - Poznaliśmy się w chwili, gdy ocalił mi życie. Lód pękł pod moimi nogami, a on mnie uratował. - Astrid przechyliła głowę zapatrzona w dal. - Kiedy reszta dowiedziała się o tym, cała wina za mój wypadek spadła na niego. Byłam zaledwie dzieckiem, bałam się, co pomyślą inni, to było strasznie nieodpowiedzialne. A Czkawka wziął to na siebie, kłamiąc w żywe oczy. Wiem, że zrobił to dla mnie. Od tamtej pory zaczęłam go obserwować, czy to w kuźni Pyskacza, gdy został jego czeladnikiem, czasem, gdy siedział przy strumieniu obserwowałam z bliska jak szkicuje - uśmiechnęła się jakby do swoich myśli. - Raz prawie mnie na tym przyłapał. Ale zawsze odpychałam go od siebie, nawet gdy już wiedziałam, że on do mnie czuje to samo. Sama nie wiem, czemu. Może bałam się, co powiedzą inni, może wtedy byłam zbyt nieśmiała. - pokręciła głową z grymasem na twarzy. Naprawdę żałowała, tego, co było. - To smoki nas do siebie zbliżyły, Tanya. Gdyby nie one, za pewne dalej byśmy się unikali.
Siostra Theoda przytuliła się do Astrid bez słowa. Dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- To bardzo romantyczne - skomentowała. - Nigdy nie słyszałam tej historii z twojej perspektywy. Myślałam, że zawsze byliście w sobie tacy zakochani. Wszyscy w Berk żyją waszym związkiem i cieszą się szczęściem swojego wodza - Astrid spojrzała na nią, jakby Tanya lekko naciągała prawdę, bo dopowiedziała szybko: - Poważnie mówię!
- Berk żyje życiem smoków, tak jak Czkawka. Dlatego jest dobrym wodzem, zna potrzeby innych, bo sam ma podobne.
- No w sumie, jest w tym sporo racji. - mruknęła młodsza z dziewcząt.
Przed nimi chmury rozstępowały się wolno i ukazała im się Berk, jakby przykryta złotym pledem z południowego słońca. Po głowie Tanyi chodziło mnóstwo myśli: co jeśli bliźniaki nie wrócą, czy Czkawka naprawdę poleci ich szukać, a jeśli tak, to kiedy? Westchnęła w końcu.
- Astrid, czemu Szpadka mnie nienawidzi? - to nie za bardzo było pytanie, które chciała zadać, ale wolała myśleć o tym, niż o ukochanym zamkniętym w tunelu.
- Łohoho, - Astrid nie wiedziała, co ma jej odpowiedzieć. Chuchnęła sobie w grzywkę, jak to miała w zwyczaju i odpowiedziała wolno. - Myślę, że jest zazdrosna. Wiesz, z Mieczykiem spędzali każda wolną chwilę, byli absolutnie nierozłączni. Dlatego traktuje ciebie jak intruza.
- Przecież ja... - Tanya wcale nie czuła się dobrze z tą myślą, jej towarzyszka, dobrze o tym wiedziała, ale nic nie mogły na to poradzić. Może z czasem Szpadka zrozumie, że Mieczyk trafił na naprawdę fajną dziewczynę. - ja naprawdę nie chciałam ich rozdzielić. Kocham Mieczyka - tutaj Astrid spróbowała zatrzymać odruch wymiotny, tak, żeby Tanya tego nie zauważyła. - Może lepiej jakbym odpłynęła wraz z Heatherą?
Narzeczona wodza pokiwała głową.
- Nie ma sensu rozmyślać, co by było gdyby. Jaki miałoby sens opuszczenie Berk? Myślisz, że przestaliby się kłócić, że Szpadka nie rozdrapywałaby ran? Przynajmniej ty i Mieczyk możecie być razem. I powinnaś dziękować Thorowi, że mogliście się odnaleźć.
Tanya uśmiechnęła się. Płomień już lądował na wyspie.
- Masz rację, dziękuję Thorowi każdego dnia. Aha i Astrid...
- Tak?
Tanya zbliżyła się do jej ucha i wyszeptała:
- Dziękuję za wszystko.
Astrid tylko uśmiechnęła się do przyjaciółki i mrugnęła do niej:
- Wiesz, że na mnie możesz polegać.
- No nie wiem - Tanya zeskoczyła z siodła i stała już na ziemi. - Moim bratem jest Theod - powiedziała to jakby wymówiła jakieś przekleństwo. Astrid zatkało. Nie myślała, że Tanya zwróci się przeciw bratu, chociaż w końcu wina była całkowicie jego. To tak jakby sama z siebie wypisała się z rodziny za ich błędy, bo boi się, że ktoś ją za to obarczy. Wikingowie za to, byli pełni zrozumienia, a poza tym już przyjęli siostrę wodza Damorów jako swoją.
Choć Astrid miała jeszcze zamiar wrócić z Płomieniem do Akademii, to na chwilę zeszła z siodła i stanęła przed dziewczyną.
Zauważyła, że Tanya wypiękniała od ich pierwszego spotkania. Nawet jej zachowanie było inne. Z dziewczynki powoli stawała się kobietą. Miała długie, skręcone, czarne włosy, sięgające pasa i tak samo czarne, gęste rzęsy. Tak bardzo przypominała Heatherę, że Astrid często miała wrażenie, że Tanya podejdzie do Czkawki i znowu zacznie świergotać wokół niego jak Heathera. Całe szczęście problem zazdrości już nie był ich problemem. W głębi serca Astrid cieszyła się, że Tanya i Mieczyk są razem szczęśliwi, choć myśl o Wikingu nadal wywoływała u niej obrzydzenie. Znali się jednak od piaskownicy i Astrid cieszyła się, że trafił właśnie na jej przyjaciółkę.
Nie zasłodziłam? :) wiem, że krótki, ale nie za bardzo mam czas, bo mam staż w ferie :) wybaczycie mi?? :33
sobota, 17 stycznia 2015
Pułapka na bliźniaków
Następnego dnia Czkawka postanowił, że poszuka jeszcze raz Wyma i Jota. Astrid zgłosiła się na ochotnika by z nim lecieć, tak samo jak Mieczyk, Tanya i Szpadka. Oczywiście bliźniaczka nie chciała, żeby siostra Theoda z nimi leciała, ale wódz przypomniał jej że nie ma nic do gadania.
Czkawka leciał z Astrid naturalnie na Szczerbatku, Szpadka przyzwyczaiła się do Hakokła na tyle, że mogła lecieć na smoku, zaś ostatnia para poleciała naturalnie na Płomieniu. Dzięki Odynowi, dziś nie wiał porywisty wiatr, jak wtedy, gdy Czkawka spadł ze smoka.
- Dobra, słuchajcie - wołał wódz do pozostałych. - lecimy nisko nad drzewami, Mieczyk, uważajcie na Płomienia, może zaczepić skrzydłami o korony drzew.
Mieczyk spojrzał w dół, potem znów na wodza.
- Czkawka, drzewa nie mają koron - powiedział, drapiąc się pod hełmem.
Tanya roześmiała się. Szpadka wywróciła oczami.
- Jemu o gałęzie chodziło - wytłumaczyła dziewczyna Mieczyka, uśmiechając się.
- Dzięki, że chociaż ty zrozumiałaś, Tanyo - zawołał wódz.
- Ale dlaczego mówi się o gałęziach, że to korona? To bez sensu. Jakby Czkawka miał koronę to pewnie nie byłaby z gałęzi...
- Odynie, daj mi cierpliwość - szepnął jeździec, trzymając się za głowę. Szczerbatek chichotał. Najwyraźniej bawiło go, że jeździec był poirytowany.
Tanya dalej się śmiała. Reszta Wikingów w jednym momencie pomyślała, jak ona z nim wytrzymuje.
Lecieli długo nad lasami Berk, dopóki nie ujrzeli północnego klifu, z którego Astrid, Czkawka i Szczerbek wyruszyli w poszukiwaniu Nocnej Furii. Czkawka pokiwał ręką, by skręcili na wschód. Mieli w planach odwiedzić miejsca, które lubili bliźniacy. Smoki z czasem czerpały frajdę ze szczęścia jeźdźców, tak jak Szczerbatek, który pokochał wioskę i jej mieszkańców dzięki Czkawce.
Wódz nagle wpadł na pomysł. Zawsze, gdy tylko Mieczyk i Szpadka kłócili się, jedno z nich uciekało do pieczary, ostatnio jeźdźcy znaleźli ich tam oboje, schowanych za wielką skałą. Oczywiście, nie wiedzieli o swojej obecności.
- Lecimy do pieczary - krzyknął wódz. Astrid popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale po sekundzie pokiwała głową. Chyba już domyśliła się planu narzeczonego.
- Czkawka, może ich tam zostawmy - powiedziała cicho.
- Zwariowałaś? - szepnął, ale po zastanowieniu powiedział: - Astrid, jesteś genialna.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Czkawka, to że ich nie lubię, to nie znaczy że musisz mnie słuchać - mruknęła, ale Czkawka tylko obrócił się i mrugnął do niej. Westchnęła ciężko. - Czyli kolejny z tych twoich planów?
- A jakże by inaczej? - zapytał z uśmiechem. Astrid pocałowała go lekko w policzek.
- Tylko żadnych głupich numerów. Chcę, żebyś zobaczył mnie w sukni ślubnej. - mruknęła, a Czkawka zarumienił się.
- Możliwe, że wkrótce - powiedział, tylko ignorując pytający wzrok dziewczyny.
Szpadka i Mieczyk dalej się nie pogodzili po ich kłótni o Tanyę. Szpadka unikała ją jak ognia, a Mieczyk za każdym razem piorunował wzrokiem siostrę, gdy ją spotykał. Musieli połączyć szukanie Wyma i Jota z pogodzeniem bliźniąt. Jeśli smok naprawdę będzie w pieczarze, to plan Czkawki się powiedzie.
Nie minęła godzina, gdy dolecieli na miejsce. Mieczyk pomógł Tanyi zejść ze smoka, a zrobił to z taka czułością, że Astrid opadła szczęka. Czkawka pomógł szczęce dziewczyny wrócić na miejsce, chichocząc. Szpadka prychnęła obok nich.
- Idziemy, czy nie?
Ruszyli w stronę pieczary, nie odzywając się do siebie. Wszyscy czuwali, nasłuchując jednocześnie Zębiroga. Gdy znaleźli się w grocie, Astrid rozpaliła pochodnię i podała Czkawce, jako że wódz szedł pierwszy. Smoki musiały zostać na zewnątrz, a przynajmniej tak chciał Czkawka. Był ciekaw, czy Szczerbek go posłucha, ale obrócił się na pięcie i odszedł. Furia zaskamlała cicho, ale czekała przy wejściu.
Po przejściu jakiś stu metrów, wszyscy usłyszeli głos:
- Odejdź ode mnie - warknęła Szpadka w ciemnościach, odpychając kogoś od siebie. Okazało się, że to była Tanya. Po ciemku siostra Theoda musiała wejść przed przypadek w bliźniaczkę, a ta zareagowała ze złością, której Czkawka nigdy w niej jeszcze nie widział.
- Przepraszam, nie chciałam - tłumaczyła niewinnie, ale Szpadka rzuciła jej zawistne spojrzenie.
- Przestań tak do niej mówić - krzyknął Mieczyk, mając zamiar chyba uderzyć siostrę, co nie byłoby niczym dziwnym - od dziecka się bili. Czkawka wskoczył między nich.
- Stop! - krzyknął, a wszyscy popatrzyli na niego, nie ruszając się z miejsc. - Co wy robicie? Jesteśmy tu, by ocalić waszego smoka, który uciekł przez wasze kłótnie, a wy co robicie? Kłócicie się!
Naprawdę już nie wytrzymywał. Lubił Tanyę, ale to od jej przyjazdu do Berk zaczęły się problemy między bliźniakami.
- On ma rację - Astrid wzruszyła ramionami. - To bez sensu. Jeśli smok usłyszy wasze kłótnie, to znowu odleci...
Szpadka mruknęła coś pod nosem, po czym, wyrywając Czkawce pochodnię, ruszyła przodem. Wódz nawet nie chciał wykłócać się z dziewczyną, więc westchnął tylko i ruszył za bliźniaczką. W sumie, może to i lepiej, w końcu ona znała pieczarę jak swoją własną kieszeń.
Gdy przeszli miej więcej połowę, usłyszeli warkot. Mieczyk i Szpadka od razu go poznali, bo w Smoczej Akademii każdy musiał nauczyć się ryku swojego smoka, by móc go nawoływać. Niedługo bliźnięta biegły przodem z pochodnią, a Astrid, Tanya i Czkawka zostali w ciemnościach.
Mogli tylko iść wolno, wodząc dokoła rękami, by nie nadziać się na ostre kamienie. Tanya jęknęła - ona była tu pierwszy raz.
Po chwili słychać było głosy daleko z przodu:
- Wym, tak tęskniłam.
Oraz:
- Jot, jak mogłeś mnie zostawić.
Czkawka wyciągnął z kieszeni Piekło, po czym zapaliwszy je, szepnął do dziewczyn:
- Dalej za mną, ale cicho.
- Czkawka, ale oni... - zaczęła Tanya, ale Astrid zrozumiała jego plan.
- Tanya, oni muszą się pogodzić, Czkawka chciał ich tu zostawić od początku. - tłumaczyła jej Astrid, a oczy siostry Theoda zrobiły się w jednym momencie ogromne.
- Zostawić?!
- Na chwilę, Tanya, oni znajdą wyjście szybciej od nas, znają to miejsce. - powiedział Czkawka, po czym chwycił Astrid za rękę, by mieć ją przy sobie. Narzeczona wodza wiedząc, że dziewczyna się zgubi, złapała ją wolną ręką. I tak szli w trójkę do wyjścia, co z pomocą Piekła nie było trudne, bo przecież mieli oświetloną drogę ogniem Śmiertnika, buchającym z broni Czkawki.
Gdy wyszli z pieczary, jeździec zawołał, biegnąc do Szczerbatka:
- Szybko, zamykaj!
Smok mocnym tułowiem popchnął kamień, zamykający wylot z jaskini. Tanya krzyknęła przerażona, ale Astrid złapała ją za rękę.
- Spokojnie, pieczara ma wiele wyjść. Po prostu szukając ich, będą się musieli pogodzić i wszystko. Przecież nie rozerwą smoka na strzępy. - powiedziała, po czym zastanowiła się, czy na pewno nie byliby do tego zdolni. W każdym razie już zaczynała współczuć Wymowi i Jotowi.
Czkawka wrócił, otrzepując dłonie, Szczerbatek biegł za nim.
- Doskonale, Mordko - powiedział jeździec czule, głaszcząc smoka. Szczerbatek polizał go po twarzy. - Dobra, dość tych uczuć - mruknął, wycierając się ze smoczej śliny.
Nocna Furia zarechotała po swojemu, razem z Astrid. Tanyi nie było do śmiechu. Wyglądała, jakby miała zemdleć. Dziwne, gdy Czkawka ją poznał była inna. Żywiołowa, pełna energii. Podczas pobytu w Berk stała się bardziej nerwowa, a mniej impulsywna i skora do działań.
Czkawka widział w niej jednak dobry materiał na jeźdźca, ale musiało minąć trochę czasu, by zaczął ją uczy. W przypadku Theoda jego zaufanie zostało zdeptane, nie chciał powtórzyć tego błędu po raz drugi.
- Może lećmy już do Berk. - rzucił do dziewczyn, a Tanya próbowała zaprotestować.
- Tanya, wypij lepiej ciepłe mleko - powiedziała Astrid, kładąc jej dłoń na ramię. - Razem tyle przeszli, że na pewno dadzą radę.
Wódz szczerze w to wątpił, ale wiedział, że pomysł o ciepłym mleku jest naprawdę dobry.
- Nie, jeśli wyjdą, poczekam tu na nich - mruknęła Tanya, krzyżując ręce na piersi.
Czkawka westchnął.
- Jeśli wyjdą, to zrobią to innym przejściem, może nawet odległym od nas o kilka kilometrów. Bez sensu, żebyś tu siedziała.
- Ale...
- Żadne ale, lecisz z nami. Jeśli nie wrócą do zmierzchu, to polecę po nich, obiecuję. - rzekł. Astrid pokiwała głową, wsiadając na Płomienia. Hakokieł poleci bez jeźdźca, Tanya nie może lecieć sama, bo przecież nie potrafi, lepiej żeby leciała z Astrid.
- Możesz mu wierzyć - uśmiechnęła się Astrid do niepewnej Tanyi, która wsiadała na siodło za nią. Czkawka już siedział na Szczerbku, gotowy do lotu. - Zawsze dotrzymuje obietnic. Raz obiecał Sączysmarkowi fangę w nos. - skrzywiła się, przypominając sobie, gdy jej narzeczony w wyjątkowym wypadku użył przemocy. - Smark przez tydzień trzymał się za twarz.
Tanya uśmiechnęła się, chwytając mocno jeźdźczynię w pasie. Czkawka już dawno odleciał ze Szczerbatkiem i Hakokłem, który zawsze go słuchał, przy boku. Szkoda, że nie swojego jeźdźca, ale patrząc na Sączysmarka trudno się dziwić.
- Aż tak mocno bije? - zapytała Tanya ciekawsko. Gdy wódz nie słyszał mogły sobie pozwolić na plotki. Astrid ruszyła Płomieniem wysoko w górę, zmuszając dziewczynę do jeszcze większego ściśnięcia w pasie.
- Ooo i to jak - zaśmiała się jeźdźczyni. Tanya słuchała ją uważnie. - Jeśli się wkurzy, to lepiej wiać - mrugnęła do rozmówczyni.
- Kochasz go, prawda, Astrid? - zapytała siostra Theoda.
Astrid w odpowiedzi uśmiechnęła się.
- Od samego początku, Tanya. Żałuję tylko, że już wtedy nie umiałam mu tego okazywać...
Czkawka leciał z Astrid naturalnie na Szczerbatku, Szpadka przyzwyczaiła się do Hakokła na tyle, że mogła lecieć na smoku, zaś ostatnia para poleciała naturalnie na Płomieniu. Dzięki Odynowi, dziś nie wiał porywisty wiatr, jak wtedy, gdy Czkawka spadł ze smoka.
- Dobra, słuchajcie - wołał wódz do pozostałych. - lecimy nisko nad drzewami, Mieczyk, uważajcie na Płomienia, może zaczepić skrzydłami o korony drzew.
Mieczyk spojrzał w dół, potem znów na wodza.
- Czkawka, drzewa nie mają koron - powiedział, drapiąc się pod hełmem.
Tanya roześmiała się. Szpadka wywróciła oczami.
- Jemu o gałęzie chodziło - wytłumaczyła dziewczyna Mieczyka, uśmiechając się.
- Dzięki, że chociaż ty zrozumiałaś, Tanyo - zawołał wódz.
- Ale dlaczego mówi się o gałęziach, że to korona? To bez sensu. Jakby Czkawka miał koronę to pewnie nie byłaby z gałęzi...
- Odynie, daj mi cierpliwość - szepnął jeździec, trzymając się za głowę. Szczerbatek chichotał. Najwyraźniej bawiło go, że jeździec był poirytowany.
Tanya dalej się śmiała. Reszta Wikingów w jednym momencie pomyślała, jak ona z nim wytrzymuje.
Lecieli długo nad lasami Berk, dopóki nie ujrzeli północnego klifu, z którego Astrid, Czkawka i Szczerbek wyruszyli w poszukiwaniu Nocnej Furii. Czkawka pokiwał ręką, by skręcili na wschód. Mieli w planach odwiedzić miejsca, które lubili bliźniacy. Smoki z czasem czerpały frajdę ze szczęścia jeźdźców, tak jak Szczerbatek, który pokochał wioskę i jej mieszkańców dzięki Czkawce.
Wódz nagle wpadł na pomysł. Zawsze, gdy tylko Mieczyk i Szpadka kłócili się, jedno z nich uciekało do pieczary, ostatnio jeźdźcy znaleźli ich tam oboje, schowanych za wielką skałą. Oczywiście, nie wiedzieli o swojej obecności.
- Lecimy do pieczary - krzyknął wódz. Astrid popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale po sekundzie pokiwała głową. Chyba już domyśliła się planu narzeczonego.
- Czkawka, może ich tam zostawmy - powiedziała cicho.
- Zwariowałaś? - szepnął, ale po zastanowieniu powiedział: - Astrid, jesteś genialna.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Czkawka, to że ich nie lubię, to nie znaczy że musisz mnie słuchać - mruknęła, ale Czkawka tylko obrócił się i mrugnął do niej. Westchnęła ciężko. - Czyli kolejny z tych twoich planów?
- A jakże by inaczej? - zapytał z uśmiechem. Astrid pocałowała go lekko w policzek.
- Tylko żadnych głupich numerów. Chcę, żebyś zobaczył mnie w sukni ślubnej. - mruknęła, a Czkawka zarumienił się.
- Możliwe, że wkrótce - powiedział, tylko ignorując pytający wzrok dziewczyny.
Szpadka i Mieczyk dalej się nie pogodzili po ich kłótni o Tanyę. Szpadka unikała ją jak ognia, a Mieczyk za każdym razem piorunował wzrokiem siostrę, gdy ją spotykał. Musieli połączyć szukanie Wyma i Jota z pogodzeniem bliźniąt. Jeśli smok naprawdę będzie w pieczarze, to plan Czkawki się powiedzie.
Nie minęła godzina, gdy dolecieli na miejsce. Mieczyk pomógł Tanyi zejść ze smoka, a zrobił to z taka czułością, że Astrid opadła szczęka. Czkawka pomógł szczęce dziewczyny wrócić na miejsce, chichocząc. Szpadka prychnęła obok nich.
- Idziemy, czy nie?
Ruszyli w stronę pieczary, nie odzywając się do siebie. Wszyscy czuwali, nasłuchując jednocześnie Zębiroga. Gdy znaleźli się w grocie, Astrid rozpaliła pochodnię i podała Czkawce, jako że wódz szedł pierwszy. Smoki musiały zostać na zewnątrz, a przynajmniej tak chciał Czkawka. Był ciekaw, czy Szczerbek go posłucha, ale obrócił się na pięcie i odszedł. Furia zaskamlała cicho, ale czekała przy wejściu.
Po przejściu jakiś stu metrów, wszyscy usłyszeli głos:
- Odejdź ode mnie - warknęła Szpadka w ciemnościach, odpychając kogoś od siebie. Okazało się, że to była Tanya. Po ciemku siostra Theoda musiała wejść przed przypadek w bliźniaczkę, a ta zareagowała ze złością, której Czkawka nigdy w niej jeszcze nie widział.
- Przepraszam, nie chciałam - tłumaczyła niewinnie, ale Szpadka rzuciła jej zawistne spojrzenie.
- Przestań tak do niej mówić - krzyknął Mieczyk, mając zamiar chyba uderzyć siostrę, co nie byłoby niczym dziwnym - od dziecka się bili. Czkawka wskoczył między nich.
- Stop! - krzyknął, a wszyscy popatrzyli na niego, nie ruszając się z miejsc. - Co wy robicie? Jesteśmy tu, by ocalić waszego smoka, który uciekł przez wasze kłótnie, a wy co robicie? Kłócicie się!
Naprawdę już nie wytrzymywał. Lubił Tanyę, ale to od jej przyjazdu do Berk zaczęły się problemy między bliźniakami.
- On ma rację - Astrid wzruszyła ramionami. - To bez sensu. Jeśli smok usłyszy wasze kłótnie, to znowu odleci...
Szpadka mruknęła coś pod nosem, po czym, wyrywając Czkawce pochodnię, ruszyła przodem. Wódz nawet nie chciał wykłócać się z dziewczyną, więc westchnął tylko i ruszył za bliźniaczką. W sumie, może to i lepiej, w końcu ona znała pieczarę jak swoją własną kieszeń.
Gdy przeszli miej więcej połowę, usłyszeli warkot. Mieczyk i Szpadka od razu go poznali, bo w Smoczej Akademii każdy musiał nauczyć się ryku swojego smoka, by móc go nawoływać. Niedługo bliźnięta biegły przodem z pochodnią, a Astrid, Tanya i Czkawka zostali w ciemnościach.
Mogli tylko iść wolno, wodząc dokoła rękami, by nie nadziać się na ostre kamienie. Tanya jęknęła - ona była tu pierwszy raz.
Po chwili słychać było głosy daleko z przodu:
- Wym, tak tęskniłam.
Oraz:
- Jot, jak mogłeś mnie zostawić.
Czkawka wyciągnął z kieszeni Piekło, po czym zapaliwszy je, szepnął do dziewczyn:
- Dalej za mną, ale cicho.
- Czkawka, ale oni... - zaczęła Tanya, ale Astrid zrozumiała jego plan.
- Tanya, oni muszą się pogodzić, Czkawka chciał ich tu zostawić od początku. - tłumaczyła jej Astrid, a oczy siostry Theoda zrobiły się w jednym momencie ogromne.
- Zostawić?!
- Na chwilę, Tanya, oni znajdą wyjście szybciej od nas, znają to miejsce. - powiedział Czkawka, po czym chwycił Astrid za rękę, by mieć ją przy sobie. Narzeczona wodza wiedząc, że dziewczyna się zgubi, złapała ją wolną ręką. I tak szli w trójkę do wyjścia, co z pomocą Piekła nie było trudne, bo przecież mieli oświetloną drogę ogniem Śmiertnika, buchającym z broni Czkawki.
Gdy wyszli z pieczary, jeździec zawołał, biegnąc do Szczerbatka:
- Szybko, zamykaj!
Smok mocnym tułowiem popchnął kamień, zamykający wylot z jaskini. Tanya krzyknęła przerażona, ale Astrid złapała ją za rękę.
- Spokojnie, pieczara ma wiele wyjść. Po prostu szukając ich, będą się musieli pogodzić i wszystko. Przecież nie rozerwą smoka na strzępy. - powiedziała, po czym zastanowiła się, czy na pewno nie byliby do tego zdolni. W każdym razie już zaczynała współczuć Wymowi i Jotowi.
Czkawka wrócił, otrzepując dłonie, Szczerbatek biegł za nim.
- Doskonale, Mordko - powiedział jeździec czule, głaszcząc smoka. Szczerbatek polizał go po twarzy. - Dobra, dość tych uczuć - mruknął, wycierając się ze smoczej śliny.
Nocna Furia zarechotała po swojemu, razem z Astrid. Tanyi nie było do śmiechu. Wyglądała, jakby miała zemdleć. Dziwne, gdy Czkawka ją poznał była inna. Żywiołowa, pełna energii. Podczas pobytu w Berk stała się bardziej nerwowa, a mniej impulsywna i skora do działań.
Czkawka widział w niej jednak dobry materiał na jeźdźca, ale musiało minąć trochę czasu, by zaczął ją uczy. W przypadku Theoda jego zaufanie zostało zdeptane, nie chciał powtórzyć tego błędu po raz drugi.
- Może lećmy już do Berk. - rzucił do dziewczyn, a Tanya próbowała zaprotestować.
- Tanya, wypij lepiej ciepłe mleko - powiedziała Astrid, kładąc jej dłoń na ramię. - Razem tyle przeszli, że na pewno dadzą radę.
Wódz szczerze w to wątpił, ale wiedział, że pomysł o ciepłym mleku jest naprawdę dobry.
- Nie, jeśli wyjdą, poczekam tu na nich - mruknęła Tanya, krzyżując ręce na piersi.
Czkawka westchnął.
- Jeśli wyjdą, to zrobią to innym przejściem, może nawet odległym od nas o kilka kilometrów. Bez sensu, żebyś tu siedziała.
- Ale...
- Żadne ale, lecisz z nami. Jeśli nie wrócą do zmierzchu, to polecę po nich, obiecuję. - rzekł. Astrid pokiwała głową, wsiadając na Płomienia. Hakokieł poleci bez jeźdźca, Tanya nie może lecieć sama, bo przecież nie potrafi, lepiej żeby leciała z Astrid.
- Możesz mu wierzyć - uśmiechnęła się Astrid do niepewnej Tanyi, która wsiadała na siodło za nią. Czkawka już siedział na Szczerbku, gotowy do lotu. - Zawsze dotrzymuje obietnic. Raz obiecał Sączysmarkowi fangę w nos. - skrzywiła się, przypominając sobie, gdy jej narzeczony w wyjątkowym wypadku użył przemocy. - Smark przez tydzień trzymał się za twarz.
Tanya uśmiechnęła się, chwytając mocno jeźdźczynię w pasie. Czkawka już dawno odleciał ze Szczerbatkiem i Hakokłem, który zawsze go słuchał, przy boku. Szkoda, że nie swojego jeźdźca, ale patrząc na Sączysmarka trudno się dziwić.
- Aż tak mocno bije? - zapytała Tanya ciekawsko. Gdy wódz nie słyszał mogły sobie pozwolić na plotki. Astrid ruszyła Płomieniem wysoko w górę, zmuszając dziewczynę do jeszcze większego ściśnięcia w pasie.
- Ooo i to jak - zaśmiała się jeźdźczyni. Tanya słuchała ją uważnie. - Jeśli się wkurzy, to lepiej wiać - mrugnęła do rozmówczyni.
- Kochasz go, prawda, Astrid? - zapytała siostra Theoda.
Astrid w odpowiedzi uśmiechnęła się.
- Od samego początku, Tanya. Żałuję tylko, że już wtedy nie umiałam mu tego okazywać...
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Liebster Blog Award
Wybaczcie, że zawracam Wam głowę moją nominacją, a nie nowym rozdziałem ;D
Wielkie dzięki, Michasjowa Autorka :))
No więc tak:
1. Co skłoniło Cię do tego by założyć bloga?
Piszę od jakiejś 6 klasy i zawsze chciałam wiedzieć, co myślą inni na temat mojego pisania. Szukałam blogów o Czkastrid, ale albo szukałam w złym miejscu, albo po prostu było za wcześnie i wiele takich blogów nie istniało. Potem zaświtało mi w głowie "kochana, napisz własnego". W ten sposób ja sama odnalazłam to, czego szukałam, a przy tym mogłam podzielić się tym z innymi :)
2. Piszesz spontanicznie, czy masz zaplanowaną fabułę?
Spontan, spontan i jeszcze raz spontan. Martwicie się, że nie wiecie, co będzie dalej? Spokojnie, Wasza blogerka też nie xDD
3. Czy masz rodzeństwo? Jeśli tak, utrzymujecie relacje pokojowe, czy może wciąż się kłócicie? :D
Mam, oboje młodsi: brat i siostra. Heheh, relacje pokojowe z rodzeństwem, jest coś takiego? :D Ja raczej nie znam takiego stanu :pp
4. Kim chcesz zostać w przyszłości?
Wyśmiejecie mnie, ale myślę nad studiowaniem teologii :)) Tak, Tala będzie katechetką :D Na razie trzymam się blisko Kościoła i raczej wątpię, żeby ktoś mnie od niego nawet siłą odkleił :))
5. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
Myślę, że pierogi mojej babci :dd uwielbiam ;33
6. Jakie są twoje marzenia?
Zawsze kochałam śpiew, od takiego małego brzdąca. Chcę tą pasję w sobie rozwijać, bo naprawdę nie wyobrażam sobie, żebym miała to tak nagle porzucić.
7. Jeśli potrafisz, wymień kilka swoich wad.
O, tego będzie wiele, mogę kilka z nich, ok? :) jestem leniwa, troszkę tak jakby aspołeczna, często mówię szybciej niż zdążę się nad tym zastanowić, mam typ takiego... "przywódcy"? Znaczy, mam silny charakter i często to góruje w moich przyjaźniach, bo jeśli trafię na taki sam typ charakteru to kłótnie są na porządku dziennym :D jestem też strasznie nerwowa :/
8. Uprawiasz sport?
Teraz bardzo mało i strasznie nad tym ubolewam. Kiedyś, gdy zadawałam się bardziej z chłopakami przez pewien okres czasu to dużo grałam z nimi w kosza. Lubię tez pływać :)
9. Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
Haha, a to dobre. Matma :) Serio mówię. Uwierzcie mi, że jeśli jest się na ekonomie to dużego wyboru nie ma :D No bo co na przykład? Pracownia techniki biurowej? xdd
10. Masz ulubione zespoły/ wykonawców? Jakiej słuchasz muzyki?
Ulubiony zespół: The Wanted. Po prostu ich kocham <3 :D
Mogę do tego dodać skrzypaczkę Lindsey Stirling, która także uwielbiam :)
A co do muzyki... pop, dubstep, dance i tu się pojawia niespodzianka... muzyka katolicka :D (nie zdziwcie się, są chrześcijańscy raperzy, zespoły reggae, jest tego masa, tylko trzeba wiedzieć co i gdzie szukać ;))
11. Opisz siebie w trzech słowa.
Marzycielka. Poszukująca. Boga. :)
To wszystko, wiem, że moja osobowość nie jest zbyt ciekawa, ale przynajmniej jakaś nowość na moim pustym ostatnio blogu :) nominację będę wysyłała w komentarzach, jak osoba, która mnie nominowała, nie, nie z lenistwa, po prostu moja kolejna wada: zapominalstwo. Pewnie wpisałabym kilka blogów tu, pod spodem, a potem chciała dodać jeszcze kilka, trochę bez sensu edytować post kilka razy, za każdym razem dodając nowe osoby :) Żeby było śmiesznie, tutaj dodaję pytania:
1. Twoje ulubione książki?
2. Masz jakieś zwierzę/chciałabyś/chciałbyś mieć?
3. W którym miesiącu się urodziłaś/urodziłeś?
4. Jakie są imiona twoich przyjaciół?
5. Ile masz lat?
6. Co robisz, oprócz pisania, w wolnym czasie?
7. Najbardziej znienawidzony przedmiot w szkole?
8. Twój ulubiony nauczyciel to...?
9. Wybrana piosenka, z którą masz miłe skojarzenia?
10. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka/zespół?
11. Do jakiego kraju chciałabyś/chciałbyś pojechać?
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, linie są wciąż otwarte xDD piszcie w komentarzach, odpowiem na wszystkie ;)
Wielkie dzięki, Michasjowa Autorka :))
No więc tak:
1. Co skłoniło Cię do tego by założyć bloga?
Piszę od jakiejś 6 klasy i zawsze chciałam wiedzieć, co myślą inni na temat mojego pisania. Szukałam blogów o Czkastrid, ale albo szukałam w złym miejscu, albo po prostu było za wcześnie i wiele takich blogów nie istniało. Potem zaświtało mi w głowie "kochana, napisz własnego". W ten sposób ja sama odnalazłam to, czego szukałam, a przy tym mogłam podzielić się tym z innymi :)
2. Piszesz spontanicznie, czy masz zaplanowaną fabułę?
Spontan, spontan i jeszcze raz spontan. Martwicie się, że nie wiecie, co będzie dalej? Spokojnie, Wasza blogerka też nie xDD
3. Czy masz rodzeństwo? Jeśli tak, utrzymujecie relacje pokojowe, czy może wciąż się kłócicie? :D
Mam, oboje młodsi: brat i siostra. Heheh, relacje pokojowe z rodzeństwem, jest coś takiego? :D Ja raczej nie znam takiego stanu :pp
4. Kim chcesz zostać w przyszłości?
Wyśmiejecie mnie, ale myślę nad studiowaniem teologii :)) Tak, Tala będzie katechetką :D Na razie trzymam się blisko Kościoła i raczej wątpię, żeby ktoś mnie od niego nawet siłą odkleił :))
5. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
Myślę, że pierogi mojej babci :dd uwielbiam ;33
6. Jakie są twoje marzenia?
Zawsze kochałam śpiew, od takiego małego brzdąca. Chcę tą pasję w sobie rozwijać, bo naprawdę nie wyobrażam sobie, żebym miała to tak nagle porzucić.
7. Jeśli potrafisz, wymień kilka swoich wad.
O, tego będzie wiele, mogę kilka z nich, ok? :) jestem leniwa, troszkę tak jakby aspołeczna, często mówię szybciej niż zdążę się nad tym zastanowić, mam typ takiego... "przywódcy"? Znaczy, mam silny charakter i często to góruje w moich przyjaźniach, bo jeśli trafię na taki sam typ charakteru to kłótnie są na porządku dziennym :D jestem też strasznie nerwowa :/
8. Uprawiasz sport?
Teraz bardzo mało i strasznie nad tym ubolewam. Kiedyś, gdy zadawałam się bardziej z chłopakami przez pewien okres czasu to dużo grałam z nimi w kosza. Lubię tez pływać :)
9. Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
Haha, a to dobre. Matma :) Serio mówię. Uwierzcie mi, że jeśli jest się na ekonomie to dużego wyboru nie ma :D No bo co na przykład? Pracownia techniki biurowej? xdd
10. Masz ulubione zespoły/ wykonawców? Jakiej słuchasz muzyki?
Ulubiony zespół: The Wanted. Po prostu ich kocham <3 :D
Mogę do tego dodać skrzypaczkę Lindsey Stirling, która także uwielbiam :)
A co do muzyki... pop, dubstep, dance i tu się pojawia niespodzianka... muzyka katolicka :D (nie zdziwcie się, są chrześcijańscy raperzy, zespoły reggae, jest tego masa, tylko trzeba wiedzieć co i gdzie szukać ;))
11. Opisz siebie w trzech słowa.
Marzycielka. Poszukująca. Boga. :)
To wszystko, wiem, że moja osobowość nie jest zbyt ciekawa, ale przynajmniej jakaś nowość na moim pustym ostatnio blogu :) nominację będę wysyłała w komentarzach, jak osoba, która mnie nominowała, nie, nie z lenistwa, po prostu moja kolejna wada: zapominalstwo. Pewnie wpisałabym kilka blogów tu, pod spodem, a potem chciała dodać jeszcze kilka, trochę bez sensu edytować post kilka razy, za każdym razem dodając nowe osoby :) Żeby było śmiesznie, tutaj dodaję pytania:
1. Twoje ulubione książki?
2. Masz jakieś zwierzę/chciałabyś/chciałbyś mieć?
3. W którym miesiącu się urodziłaś/urodziłeś?
4. Jakie są imiona twoich przyjaciół?
5. Ile masz lat?
6. Co robisz, oprócz pisania, w wolnym czasie?
7. Najbardziej znienawidzony przedmiot w szkole?
8. Twój ulubiony nauczyciel to...?
9. Wybrana piosenka, z którą masz miłe skojarzenia?
10. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka/zespół?
11. Do jakiego kraju chciałabyś/chciałbyś pojechać?
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, linie są wciąż otwarte xDD piszcie w komentarzach, odpowiem na wszystkie ;)
czwartek, 1 stycznia 2015
Prawdziwy Zębiróg
- No to teraz znowu odpowiedz mi na pytania, ale tym razem o sobie - zaproponował Czkawka. Po trzech dniach Astrid czuła się tak dobrze, że mogła mu dalej pomagać. Oczywiście w tym czasie Czkawka nie mógł opuścić się w obowiązkach, więc tylko wieczory spędzał z Astrid na rozmowach. Okazało się, że rzeczywiście wie o nim wszystko. Czkawka podczas pracy wymyślił czterdzieści pytań, a Astrid odpowiedziała poprawnie na wszystkie.
- Ha, czyli ty mnie nie znasz?
- Dobra, przyznaję, nie tak dobrze jak ty mnie. - Czkawka podrapał się po głowie. Było mu głupio.
- Ale zasady będą takie: ty odpowiadasz sobie sam na jedno z pytań, które mi zadałeś, a ja ciebie poprawiam. - dopiero po chwili Czkawka zauważył, że Astrid ma u boku swój topór. Poczuł się nieswojo, dziewczyna rzadko brała go ze sobą, a tym bardziej w Berk.
- Dobrze, niech ci będzie - zgodził się. Mieli trochę czasu zanim dotrą na port.
- Coś tam mówiłeś o urodzinach...
- Aha, no tak. Siedemnasty lutego - Czkawka wypiął dumnie pierś.
- No, to ci się udało przypadkiem - fuknęła Astrid. Szczerbatek nie opuszczał jej na krok. Przez ostatnie trzy dni wygłaskała go tak dokładnie, że chyba nie pominęła żadnej łuski, a smok uwielbiał pieszczoty.
- Dalej - mruknął Czkawka.
- Potrawa, chyba na tym skończyliśmy, prawda?
- Hmmm, myślę, że na pewno coś z mlekiem jaka - zamyślił się Czkawka.
- Dobrze ci idzie, ale jest pewna taka potrawa, którą uwielbiam - dziewczyna zachichotała.
- Placek Pyskacza - strzelił Czkawka. Astrid pokręciła głową. Chłopak zamyślił się znowu. - To może...
- Biszkopt twojej mamy, Czkawka - zaśmiała się.
- Biszkopt mojej mamy? Ona najczęściej go przepala - mruknął.
- Och, chyba jej nie doceniasz. Co jak co, ale ostatnio się poprawiła - śmiała się dalej. Oboje zauważyli Mieczyka, biegnącego w ich kierunku.
- Dokończymy to potem - mruknął, po czym przywitał się z przyjacielem.
Mieczyk był cały zdyszany, wyglądał jakby goniły go Wandersmoki.
- Mieczyk, co się stało? - spytała Astrid. Chłopak oparł się o nią, próbując złapać dech.
- Czekaj chwilę... - wydyszał, po czym zwrócił się do Czkawki. - Macie coś do picia?
Wódz sięgnął do siodła Szczerbatka i wyjął mały bukłak podróżny, po czym podał go spragnionemu Wikingowi.
Mieczyk pił i pił, a para czekała, niecierpliwiąc się coraz bardziej. W końcu, kiedy woda z bukłaka się skończyła, Mieczyk wytarł usta, a Czkawka zadał to samo pytanie, które wcześniej zadała Astrid.
- Co się stało?
Mieczyk zasapał jeszcze, po czym spytał:
- A do jedzenie coś macie?
- Mieczyk!! - krzyknęli jednocześnie.
- No dobra, dobra, pytam tylko, bo bez śniadania jestem a każdy wie, że Wiking bez śniadania to jak dziki Straszliwiec Straszliwy.
- Mieczyk, ja cię zaraz wepchnę do gniazda dzikich Straszliwców, jak nie przestaniesz - Astrid już powoli wysiadała z nerwów. - A teraz mów, co się dzieje.
- Znalazłem naszego smoka. Ale on jest taki dziwny jakiś.
- Jest w Akademii? - zapytał krótko Czkawka.
- Tak, ale pogryzł Sączysmarka. Ja bym tam nie wchodził na waszym miejscu.
Czkawka uśmiechnął się pewnie.
- Czy ja ci wyglądam na Smarka? - Astrid wywróciła oczami. Nie znosiła, kiedy się chwalił.
Kiedy dotarli do Smoczej Akademii, zauważyli kłęby zielonej pary, po czym jeden wielki wybuch wstrząsnął Akademią. Mieczyk zaczerpnął powietrza.
- Mówiłem?
Czkawka i Astrid postanowili sami pójść do smoka, zostawiając Mieczyka na zewnątrz. Czkawka zabrał z siodła Szczerbka trochę smoczy miętki, ale smok wcale nie chciał go samego puścić do rozwścieczonego smoka.
- Spokojnie, Szczerbatku, zaraz wrócę. Astrid idzie ze mną - zaśmiał się. Smok zerknął na dziewczynę trzymającą w dłoni topór i skrzywił się.
- Zaraz wrócę - obiecał Czkawka, dotykając smoka, tak jak za pierwszym razem, gdy poznał Szczerbatka.
Przebiegł pod bramą przez małą szczelinę, przez którą uciekał właśnie Sączysmark.
- Czkawka, nie daj się! - wykrzyknął, po czym dołączył do Mieczyka przy wejściu.
Jeździec popatrzył hardo na smoka, wyciągając wolno z kieszeni Piekło. Zębiróg wyglądał, jakby ktoś go mocno rozjuszył, pewnie to dzieło Sączysmarka. Z jednego łba wydobywały się kłęby zielonej mgły. Czkawka wiedział, że wystarczy tylko iskra, by wszystko stanęło w płomieniach.
Chłopak podszedł do łba smoka, która wytwarzała gaz i otworzył tą część Piekła, w której znajdowała się ta sama zielona substancja. Czkawka pomachał bronią przed łbem smoka, a ten stanął jak wryty. Jeździec wyciągnął dłoń w stronę smoka i już znajdowała się kilka milimetrów od rogu smoka, gdy drugi łeb wystrzelił iskrami i cała Akademia znów pogrążyła się w płomieniach.
- Czkawka! - wykrzyknęła Astrid, gdy chłopak został w środku masakry, jaka wstrząsnęła Smoczą Akademią. Szczerbatek wyrwał się do przodu w momencie strzału. I tak było to za późno. Astrid zaczęła szlochać, Mieczyk i Sączysmark otworzyli usta w szoku.
Płomienie rozrzedziły się, aż w końcu całkiem zniknęły, pokazując pusty plac z jednym zielonym smokiem na środku. Jedno ze skrzydeł było dziwnie ustawione, jakby coś zakrywało. Po chwili zaczęło się ruszać i wydostał się spod niego Czkawka, cały oszołomiony, ze spalonymi końcówkami brązowych włosów.
Wikingowie ryknęli radosnymi okrzykami na cześć wodza, a Astrid zakryła usta dłonią. Czkawka pogłaskał po pysku prawą głowę smoka - tą, którą niemal dotknął. To smok ocalił mu życie, druga strona smoka warczała na niego dziko. Czkawka wyciągnął drugą dłoń w kierunku wrogiej głowy patrząc mu w oczy.
- Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy - wyszeptał, a smok skręcił łeb przyglądając mu się. Trwało to chwilę, aż w końcu smok mu zaufał, przybliżając łeb do jego dłoni.
Czkawka odetchnął z ulgą i pogłaskał oba łby w tym samym momencie.
Wyciągnął z kieszeni dwie małe ryby i rzucił je smokom, po czym cały czas patrząc na smoki zaczął się cofać w kierunku wyjścia.
Kiedy wyszedł z Akademii, Astrid uderzyła go pięścią w brzuch, tak, że zaczerpnął ze świstem powietrza. Mieczyk i Sączysmark spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- Astrid, co ty..? - wysapał Czkawka, zdziwiony najbardziej ze wszystkich.
- Nigdy. Więcej. Mi tak. Nie rób! - wysyczała, choć na jej policzku dalej błyszczały łzy, po czym po prostu odeszła. Sączysmark i Mieczyk roześmiali się, Czkawka miał ochotę ich też uderzyć w brzuch.
- No nieźle, nieźle, Czkawka - mruknął Sączysmark. - Ale podejścia do kobiet to ty nie masz - wypiął dumnie pierś.
Czkawka patrzył na budynek, za którego rogiem zniknęła dziewczyna.
- Taa, a ty niby masz? - prychnął Mieczyk.
- No tak, w końcu z jedną mi się udało - Sączysmark rzucił bliźniakowi triumfalny uśmiech.
- Tak, z moją siostrą. Ona się nie zalicza do dziewczyn - potwierdził Mieczyk, wywracając oczami.
Szczerbatek popatrzył na Czkawkę smutno, ale nadstawił uszy, cały czas czujny, jakby nie ufał smokowi. Wódz zmarszczył brwi. Szczerbatek ufał Wymowi i Jotowi, pomimo ich szaleństw i wybryków.
Jeździec obrócił się i wrócił do dzikiego Zamkogłowego. Smok był wciąż czujny, ale dał mu się pogłaskać.
- Mieczyk! - zawołał bliźniaka, a smok widząc podążającego do nich młodego Wikinga zawarczały.
- Co chcesz?
- To nie jest wasz smok - Czkawka westchnął. Jak mógł nie zauważyć, że żółte plamy na ciele smoka są o wiele większe niż u Wyma i Jota.
Sączysmark trzymając się wejścia zachichotał.
- Jak nie nasz, nasz! - mruknął Mieczyk pokazując na smoka. Jego splecione, a raczej splątane, w długie dredy włosy zafalowały.
- Mieczyk, to nie jest wasz smok - powtórzył Czkawka. Poczuł, że traci cierpliwość. - Co jak co, ale te dwa smoki bym poznał, a wy powinniście go poznać jeszcze szybciej niż ja. Gdzie Szpadka?
- U siebie - prychnął.
- Smark, leć po Szpadkę, szybko - rozkazał wódz, a Sączysmark dość niechętnie odwrócił się i odszedł.
Po kwadransie wrócił z dziewczyną. Szpadka wyglądała, jakby ktoś ją obudził.
- Co wy chcecie? - warknęła, drapiąc się po głowie. Czkawka skrzyżował ręce na piersi.
- Mieczyk znalazł smoka i twierdzi, że to wasz - tłumaczył Czkawka. Szpadla przyjrzała się smokowi, po czym westchnęła.
- Mieczyk, ty kretynie...
- I co? - dopytywał się Czkawka.
- To nie jest nasz smok. - powiedziała Szpadka sennie. - A teraz dajcie mi spać...
- A zaplatanie? Ktoś musi się tym zająć - powiedział Czkawka. Wiedział, że dziś przypada jej kolej i że Astrid pewnie już siedzi w Wielkiej Sali z dwudziestoma innymi kobietami.
- Yyy... Później do nich dołączę - rzuciła Sączysmarkowi ponure spojrzenie. Czkawka domyślił się, że najwyraźniej dziewczyna płakała w nocy i najwyraźniej przez Wikinga.
Szpadka odwróciła się na pięcie i wyszła z Akademii. Po kilku minutach Sączysmark ruszył za nią.
- No to jedna sprawa załatwiona - mruknął Czkawka, po czym pozwolił smokowi odlecieć, otwierając na oścież metalowe kraty wejścia do Smoczej Akademii. Smok z pędem wyleciał ze swojego więzienia i zniknął na widnokręgu.
Czkawka pomyślał, że chciałby tak odlecieć od problemów jak Zębiróg.
- Ha, czyli ty mnie nie znasz?
- Dobra, przyznaję, nie tak dobrze jak ty mnie. - Czkawka podrapał się po głowie. Było mu głupio.
- Ale zasady będą takie: ty odpowiadasz sobie sam na jedno z pytań, które mi zadałeś, a ja ciebie poprawiam. - dopiero po chwili Czkawka zauważył, że Astrid ma u boku swój topór. Poczuł się nieswojo, dziewczyna rzadko brała go ze sobą, a tym bardziej w Berk.
- Dobrze, niech ci będzie - zgodził się. Mieli trochę czasu zanim dotrą na port.
- Coś tam mówiłeś o urodzinach...
- Aha, no tak. Siedemnasty lutego - Czkawka wypiął dumnie pierś.
- No, to ci się udało przypadkiem - fuknęła Astrid. Szczerbatek nie opuszczał jej na krok. Przez ostatnie trzy dni wygłaskała go tak dokładnie, że chyba nie pominęła żadnej łuski, a smok uwielbiał pieszczoty.
- Dalej - mruknął Czkawka.
- Potrawa, chyba na tym skończyliśmy, prawda?
- Hmmm, myślę, że na pewno coś z mlekiem jaka - zamyślił się Czkawka.
- Dobrze ci idzie, ale jest pewna taka potrawa, którą uwielbiam - dziewczyna zachichotała.
- Placek Pyskacza - strzelił Czkawka. Astrid pokręciła głową. Chłopak zamyślił się znowu. - To może...
- Biszkopt twojej mamy, Czkawka - zaśmiała się.
- Biszkopt mojej mamy? Ona najczęściej go przepala - mruknął.
- Och, chyba jej nie doceniasz. Co jak co, ale ostatnio się poprawiła - śmiała się dalej. Oboje zauważyli Mieczyka, biegnącego w ich kierunku.
- Dokończymy to potem - mruknął, po czym przywitał się z przyjacielem.
Mieczyk był cały zdyszany, wyglądał jakby goniły go Wandersmoki.
- Mieczyk, co się stało? - spytała Astrid. Chłopak oparł się o nią, próbując złapać dech.
- Czekaj chwilę... - wydyszał, po czym zwrócił się do Czkawki. - Macie coś do picia?
Wódz sięgnął do siodła Szczerbatka i wyjął mały bukłak podróżny, po czym podał go spragnionemu Wikingowi.
Mieczyk pił i pił, a para czekała, niecierpliwiąc się coraz bardziej. W końcu, kiedy woda z bukłaka się skończyła, Mieczyk wytarł usta, a Czkawka zadał to samo pytanie, które wcześniej zadała Astrid.
- Co się stało?
Mieczyk zasapał jeszcze, po czym spytał:
- A do jedzenie coś macie?
- Mieczyk!! - krzyknęli jednocześnie.
- No dobra, dobra, pytam tylko, bo bez śniadania jestem a każdy wie, że Wiking bez śniadania to jak dziki Straszliwiec Straszliwy.
- Mieczyk, ja cię zaraz wepchnę do gniazda dzikich Straszliwców, jak nie przestaniesz - Astrid już powoli wysiadała z nerwów. - A teraz mów, co się dzieje.
- Znalazłem naszego smoka. Ale on jest taki dziwny jakiś.
- Jest w Akademii? - zapytał krótko Czkawka.
- Tak, ale pogryzł Sączysmarka. Ja bym tam nie wchodził na waszym miejscu.
Czkawka uśmiechnął się pewnie.
- Czy ja ci wyglądam na Smarka? - Astrid wywróciła oczami. Nie znosiła, kiedy się chwalił.
Kiedy dotarli do Smoczej Akademii, zauważyli kłęby zielonej pary, po czym jeden wielki wybuch wstrząsnął Akademią. Mieczyk zaczerpnął powietrza.
- Mówiłem?
Czkawka i Astrid postanowili sami pójść do smoka, zostawiając Mieczyka na zewnątrz. Czkawka zabrał z siodła Szczerbka trochę smoczy miętki, ale smok wcale nie chciał go samego puścić do rozwścieczonego smoka.
- Spokojnie, Szczerbatku, zaraz wrócę. Astrid idzie ze mną - zaśmiał się. Smok zerknął na dziewczynę trzymającą w dłoni topór i skrzywił się.
- Zaraz wrócę - obiecał Czkawka, dotykając smoka, tak jak za pierwszym razem, gdy poznał Szczerbatka.
Przebiegł pod bramą przez małą szczelinę, przez którą uciekał właśnie Sączysmark.
- Czkawka, nie daj się! - wykrzyknął, po czym dołączył do Mieczyka przy wejściu.
Jeździec popatrzył hardo na smoka, wyciągając wolno z kieszeni Piekło. Zębiróg wyglądał, jakby ktoś go mocno rozjuszył, pewnie to dzieło Sączysmarka. Z jednego łba wydobywały się kłęby zielonej mgły. Czkawka wiedział, że wystarczy tylko iskra, by wszystko stanęło w płomieniach.
Chłopak podszedł do łba smoka, która wytwarzała gaz i otworzył tą część Piekła, w której znajdowała się ta sama zielona substancja. Czkawka pomachał bronią przed łbem smoka, a ten stanął jak wryty. Jeździec wyciągnął dłoń w stronę smoka i już znajdowała się kilka milimetrów od rogu smoka, gdy drugi łeb wystrzelił iskrami i cała Akademia znów pogrążyła się w płomieniach.
- Czkawka! - wykrzyknęła Astrid, gdy chłopak został w środku masakry, jaka wstrząsnęła Smoczą Akademią. Szczerbatek wyrwał się do przodu w momencie strzału. I tak było to za późno. Astrid zaczęła szlochać, Mieczyk i Sączysmark otworzyli usta w szoku.
Płomienie rozrzedziły się, aż w końcu całkiem zniknęły, pokazując pusty plac z jednym zielonym smokiem na środku. Jedno ze skrzydeł było dziwnie ustawione, jakby coś zakrywało. Po chwili zaczęło się ruszać i wydostał się spod niego Czkawka, cały oszołomiony, ze spalonymi końcówkami brązowych włosów.
Wikingowie ryknęli radosnymi okrzykami na cześć wodza, a Astrid zakryła usta dłonią. Czkawka pogłaskał po pysku prawą głowę smoka - tą, którą niemal dotknął. To smok ocalił mu życie, druga strona smoka warczała na niego dziko. Czkawka wyciągnął drugą dłoń w kierunku wrogiej głowy patrząc mu w oczy.
- Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy - wyszeptał, a smok skręcił łeb przyglądając mu się. Trwało to chwilę, aż w końcu smok mu zaufał, przybliżając łeb do jego dłoni.
Czkawka odetchnął z ulgą i pogłaskał oba łby w tym samym momencie.
Wyciągnął z kieszeni dwie małe ryby i rzucił je smokom, po czym cały czas patrząc na smoki zaczął się cofać w kierunku wyjścia.
Kiedy wyszedł z Akademii, Astrid uderzyła go pięścią w brzuch, tak, że zaczerpnął ze świstem powietrza. Mieczyk i Sączysmark spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- Astrid, co ty..? - wysapał Czkawka, zdziwiony najbardziej ze wszystkich.
- Nigdy. Więcej. Mi tak. Nie rób! - wysyczała, choć na jej policzku dalej błyszczały łzy, po czym po prostu odeszła. Sączysmark i Mieczyk roześmiali się, Czkawka miał ochotę ich też uderzyć w brzuch.
- No nieźle, nieźle, Czkawka - mruknął Sączysmark. - Ale podejścia do kobiet to ty nie masz - wypiął dumnie pierś.
Czkawka patrzył na budynek, za którego rogiem zniknęła dziewczyna.
- Taa, a ty niby masz? - prychnął Mieczyk.
- No tak, w końcu z jedną mi się udało - Sączysmark rzucił bliźniakowi triumfalny uśmiech.
- Tak, z moją siostrą. Ona się nie zalicza do dziewczyn - potwierdził Mieczyk, wywracając oczami.
Szczerbatek popatrzył na Czkawkę smutno, ale nadstawił uszy, cały czas czujny, jakby nie ufał smokowi. Wódz zmarszczył brwi. Szczerbatek ufał Wymowi i Jotowi, pomimo ich szaleństw i wybryków.
Jeździec obrócił się i wrócił do dzikiego Zamkogłowego. Smok był wciąż czujny, ale dał mu się pogłaskać.
- Mieczyk! - zawołał bliźniaka, a smok widząc podążającego do nich młodego Wikinga zawarczały.
- Co chcesz?
- To nie jest wasz smok - Czkawka westchnął. Jak mógł nie zauważyć, że żółte plamy na ciele smoka są o wiele większe niż u Wyma i Jota.
Sączysmark trzymając się wejścia zachichotał.
- Jak nie nasz, nasz! - mruknął Mieczyk pokazując na smoka. Jego splecione, a raczej splątane, w długie dredy włosy zafalowały.
- Mieczyk, to nie jest wasz smok - powtórzył Czkawka. Poczuł, że traci cierpliwość. - Co jak co, ale te dwa smoki bym poznał, a wy powinniście go poznać jeszcze szybciej niż ja. Gdzie Szpadka?
- U siebie - prychnął.
- Smark, leć po Szpadkę, szybko - rozkazał wódz, a Sączysmark dość niechętnie odwrócił się i odszedł.
Po kwadransie wrócił z dziewczyną. Szpadka wyglądała, jakby ktoś ją obudził.
- Co wy chcecie? - warknęła, drapiąc się po głowie. Czkawka skrzyżował ręce na piersi.
- Mieczyk znalazł smoka i twierdzi, że to wasz - tłumaczył Czkawka. Szpadla przyjrzała się smokowi, po czym westchnęła.
- Mieczyk, ty kretynie...
- I co? - dopytywał się Czkawka.
- To nie jest nasz smok. - powiedziała Szpadka sennie. - A teraz dajcie mi spać...
- A zaplatanie? Ktoś musi się tym zająć - powiedział Czkawka. Wiedział, że dziś przypada jej kolej i że Astrid pewnie już siedzi w Wielkiej Sali z dwudziestoma innymi kobietami.
- Yyy... Później do nich dołączę - rzuciła Sączysmarkowi ponure spojrzenie. Czkawka domyślił się, że najwyraźniej dziewczyna płakała w nocy i najwyraźniej przez Wikinga.
Szpadka odwróciła się na pięcie i wyszła z Akademii. Po kilku minutach Sączysmark ruszył za nią.
- No to jedna sprawa załatwiona - mruknął Czkawka, po czym pozwolił smokowi odlecieć, otwierając na oścież metalowe kraty wejścia do Smoczej Akademii. Smok z pędem wyleciał ze swojego więzienia i zniknął na widnokręgu.
Czkawka pomyślał, że chciałby tak odlecieć od problemów jak Zębiróg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)